Polska
-
Okolice Torunia. Być tam i ich nie odwiedzić, to grzech ciężki
Czy jest coś fajniejszego niż pełne historycznego klimatu miasto jak Toruń? Tak, miasto o porównywalnym potencjale, ale bez turystów. Jak staraliśmy się wam udowodnić tydzień temu, gród Kopernika to idealne miasto na weekend. Ale łatwo wpaść w pułapkę wąskich uliczek, naleśników z Manekina i innych przyjemności. W pułapkę, która objawia się tym, że nie obejrzymy najbliższych okolic Torunia, równie urokliwych. A może i bardziej, bo nie tak obleganych przez turystów. Naszą podróż zaczynamy od Grudziądza – choć to 60 kilometrów, to dzięki autostradzie przemieścicie się tam w nieco ponad pół godziny (i nie, by tego dokonać, waszym kierowcą nie musi być szofer ministra obrony narodowej). I od razu zaczynamy z…
-
Toruń na weekend w 21 krokach. Tych porad nie znajdziesz w przewodniku
Tu wszystko kręci się wokół jednego – nawet miejscowa drużyna koszykówki nazywa się “Twarde Pierniki”. Ale Toruń ma do zaoferowania znacznie więcej. Polecamy więc nasze patenty na gród Kopernika, które pozwolą Wam spędzić w tym mieście niezapomniany weekend. 1. Nie ma dobrego zwiedzania Torunia bez dobrego zdjęcia, a nie ma lepszej miejscówki na zrobienie zdjęcia niż panorama starego miasta. Najlepsze miejsce do uchwycenia gotyckiego kolosa to pomost z panoramą widokową zlokalizowany nad samą rzeką, po drugiej stronie Wisły, zlokalizowany przy ul. Majdany (podaję tylko, gdybyście chcieli wpisać ją do waszego GPS-a). Najłatwiej dostaniecie się tam kierując się na dworzec kolejowy Toruń Główny. Ponieważ w Toruniu nic nie jest normalne, to…
-
Krótki weekend w Olsztynie: 6 wskazówek na wyjazd idealny
Do Olsztyna pojechaliśmy z okazji okrągłej, dziewiątej rocznicy naszej znajomości. A właściwie nie tyle znajomości, co „chodzenia”, bo znamy się noo… całe 2 miesiące dłużej. Czemu Olsztyn? Bo słyszeliśmy dużo dobrego, poza tym rok temu wpadłem tu na chwilę z pracy i to, co zobaczyłem, bardzo mi się spodobało. Swoją drogą – jeśli ktoś chciałbym zobaczyć, jak wyglądały hotele w okresie późnego Gomułki (w stanie praktycznie niezmienionym), to polecam miejsce, w którym wówczas nocowałem. To Hotel Olsztyn, sąsiadujący z bramą, przez którą wchodzi się na Stare Miasto. Miejsce, pisząc dyplomatycznie, nie rzuca na kolana, ale konia z rzędem temu, kto znajdzie nocleg w centrum sporego miasta w pojedynczym pokoju za…
-
Kraina mistrza Twardowskiego – atrakcji tyle, że nie wyrobisz się w weekend
Kiedy Mazowiecka Regionalna Organizacja Turystyczna zaprosiła nas na weekend do Węgrowa i okolic, naszą pierwszą myślą było: „ojj, to chyba się wynudzimy”. Ah, jakże się myliliśmy. I obyśmy częściej mogli się tak pozytywnie rozczarowywać. Kilka dni temu opowiedzieliśmy wam trochę o gospodarzu tych ziem. Dziś zajmiemy się praktyczną stroną podróży, czyli zaplanowaniu weekendu w Węgrowie i okolicach. Od razu jednak ostrzegamy – jeśli chcecie wyrobić się w weekend i choć pobieżnie obskoczyć wszystkie atrakcje, musicie solidnie spinać poślady. My na miejscu meldujemy się w piątek wieczorem – naszą bazą jest „Bania na Mazowszu” – gospodarstwo agroturystyczne we wsi Brzeźnik, kilka kilometrów od Dobrego. Miejsce jest absolutnie genialne: cisza, spokój, świetna kuchnia…
-
Ukryty cud Polski! Z wizytą u polskiego Harry’ego Pottera
Czy może być coś bardziej ekscytującego niż wizyta w miejscu, które kilkaset lat temu katoliccy ultrasi uznali za przeklęte miasto szatana? Głupio tak zaczynać tekst od przeprosin, ale musimy. Bo ten tytuł…wiecie, nie powinien taki być. Bo czemu jaramy się wszyscy tym okularnikiem z Hogwartu, podczas gdy sami mamy u siebie czarodzieja, który zjada Harry'ego na śniadanie. Tak, chodzi mi o mistrza Jana Twardowskiego i jego krainę, która znajduje się ok. 80 kilometrów na wschód od Warszawy. No bo weźmy tego Pottera, z którym porównania same cisną się na usta. Ok, miał w życiu ciężko (kto nie miał?), nękał go ten cały Voldemort (już chyba można pisać, jak się nazywał,…
-
Farma Iluzji vs. Magiczne Ogrody. Parki rozrywki “made in Poland”
Choć Polska nie dorobiła się jeszcze swojego Legolandu, to jednak mamy kilka godnych uwagi parków rozrywki. Dlatego jeśli jesteś rodzicem (albo i nie, choć to główna grupa docelowa takich miejsc) i przeraża cię wizja siedzenia w weekend w domu, to koniecznie musisz przeczytać ten tekst. Ah, parki rozrywki, czyli wiecie… takie trochę większe wesołe miasteczka. Jedno z fajniejszych wspomnień dzieciństwa to wycieczki do Warszawy do słynnego Cricolandu, czyli takiego (#gimbynieznajo) prapraprzodka dzisiejszych parków rozrywki, gdzie flekowano do cna kieszenie rodziców. A jeśli coś zostało, to wydawało się na frytki i sok w McDonald'sie (oczywiście, jak już się wystało w tej gigantycznej kolejce). Wydawałoby się, że zamiłowanie do tego typu przybytków mija wraz z wiekiem, ale…












