Europa Zachodnia
-
Jak zwiedzić Mediolan za półdarmo? Kilka przydatnych porad
Mediolan to idealne miejsce na krótki, dwudniowy wypad. I wbrew obiegowej opinii to nie jest jakieś bardzo drogie miasto. Czy warto tam się udać? Powiedzmy tak: miasto, którego jedną z głównych atrakcji jest złośliwe wbicie szpili głównemu rywalowi nie może być nudne! I nie jest. Wyjazd do Mediolanu był szczególny z wielu powodów – pierwszym była oczywiście radosna nowina, o której pisałem we wpisie o Bergamo. A inne powody? Polecieliśmy tam bardzo tanio. Bilety kosztowały nas w sumie 8 zł. Do czasu, kiedy zobaczyłem wydruk byłem święcie przekonany, że te wszystkie „bilety za złotówkę” to jedna wielka ściema. Ale udało się, choć trzeba przyznać, że akcja była błyskawiczna. „Mariusz, lecimy…
-
Barcelona to nie raj na ziemi. Podróż poślubna z piekła rodem [Część 2]
W poprzednim wpisie o mieście Gaudiego i Pepa Guardioli widzieliście, jak łatwo gubię wątek i wpadam w dygresje. Dlatego dzisiaj obiecuję, że postaram się trzymać poziom i opisywać możliwie najbarwniej naszą podróż. Wróćmy więc do Barcelony, Albo może lepiej za chwilę… Przez większość zeszłorocznych wakacji wszelkiej maści mniej i bardziej moralne autorytety przekonywały, że nic tak nie wyleczyło Polaków z ich kompleksów i poczucia prowincjonalności jak Euro 2012. Że daliśmy radę, kibicom z zagranicy się podobało, że nie było obciachu (poza polsko-rosyjskimi bójkami, no ale wiadomo, że jak się Polak i Rusek napiją, to bywają czasem nazbyt wyrywni) ani szczególnych organizacyjnych fuszerek. W tym samym tonie wypowiadały się media, hurtowo…
-
Barcelona: (niezbyt) krótka historia miłości do miasta [Część 1]
To miała być wymarzona i najeżona atrakcjami podróż poślubna – w 14 dni dookoła Hiszpanii i Portugalii. I rzeczywiście taka była, choć zaczęło się jak u Hitchcocka – od wielkiego wybuchu. A potem nic już nie było takie samo… Ale uprzedzam – w tym wpisie o tym nie przeczytacie. Dziś będzie o wspomnieniach z dzieciństwa, młodzieńczych fantazjach i szaleńczej miłości do pewnego miasta i jego niepowtarzalnego klimatu. Słowem – jedna wielka dygresja. Na ten wyjazd nastawialiśmy się bardzo mocno: ja, Iza, Kasia i Łukasz. Plan był nad wyraz ambitny – w 14 dni zwiedzić kilkanaście miast, przejeżdżając w sumie ponad 3 tysiące kilometrów i dobrze się przy tym bawić. Że…
-
Bruksela: Raczej nie polecamy. Chyba że w pakiecie
– Ku…! Jestem w centrum stolicy Belgii, w barze pełnym Hiszpanów i za chwilę dostanę od nich wpierdol za to, że dziewczyna siedząca obok kibicuje Portugalii! Co to w ogóle jest? – spytał K. przechylając kolejny kufelek Gennenheim Brune w barze, w którym oglądaliśmy półfinał Euro 2012. – Witamy w Unii Europejskiej – odpowiedź sama ciśnie się na usta. Taka właśnie jest Bruksela – narodowy tygiel, w którym decydują o tym, pod jakim kątem mają być nachylone jedzone przez ciebie ogórki, a na każdy twój krok znajdzie się odpowiednia dyrektywa. Miasto niepozorne, ale to od podejmowanych w nim decyzji zależy więcej aspektów twojego życia niż mogłoby ci się wydawać Jeśli miałbym…
-
Trudna francuska miłość, czyli Paryż frustrujący
Są takie miasta, gdzie od pierwszej chwili pobytu czujesz się jak u siebie. Ujmuje cię atmosfera, klimat, ludzie, architektura. Myślisz sobie: „Tak, mógłbym rzucić wszystko i zamieszkać tu choćby zaraz”. Takim miastem z całą pewnością nie jest Paryż. Nasz stosunek do Paryża jest mniej więcej taki sam jak Monty Brogana do Nowego Jorku w jego słynnym monologu z filmu „25. Godzina” (swoją drogą, gorąco polecamy każdemu, kto jeszcze nie oglądał). W Paryżu irytowało nas wiele rzeczy: 1. Tłumy zblazowanych amerykańskich turystów, dla których stolica Francji jest kolejnym obowiązkowym punktem żelaznej objazdowej trasy między Londynem a Rzymem. 2. Jeszcze większe tłumy namolnych murzynów stojących pod KAŻDĄ choć trochę zabytkową budowlą w obowiązkowych…







