Azja

26 grzechów ciężkich, które popełniliśmy w Iranie

Większość popełniliśmy w ciągu pierwszych 3 dni pobytu, ale spektakularne faux pas zdarzało się nam zaliczyć nawet pod sam koniec wyjazdu do Iranu. Dotyczyły wielu kwestii – od transportu przez politykę i relacje międzyludzkie na pożywieniu skończywszy. Sprawdź jak uniknąć naszego losu.

1. Pierwszy grzech jaki popełniłem to brak wiary godny niewiernego Tomasza. Brak wiary w przewodnik Lonely Planet i te wszystkie blogi, a także opowiedziane w nich historie o wspaniałych ludziach, niezwykłej gościnności i innych przymiotach Irańczyków, które w tzw. pale się nie mieszczą. Też czytasz i nie wierzysz? Nic dziwnego, w końcu Iran do tej pory nie do końca dbał o turystyczny PR.Bo o ile np. Brazylia kojarzy nam się tak:

brazil

…a Niemcy tak:

1b

…to pierwsze skojarzenie z Iranem wygląda mniej więcej tak:

imam

Tak, to najbardziej "uśmiechnięte" zdjęcie ajatollaha Chomeiniego w internecie.

Poza tym dobry PR Iranowi robią Amerykanie, przez co w naszym odczuciu jest to przynajmniej wylęgarnia całego zła na świecie. I nawet gdy USA próbuje ocieplić wizerunek Iranu, to wychodzi jakoś tak niezręcznie. O, tak jak tutaj:

https://www.youtube.com/watch?v=3oEA6zK_8u8

Swoją drogą, to chyba najlepsza początkowa scena w historii kina.

Do czego jednak zmierzamy? Zmierzamy do tego, że jadąc do Iranu musisz porzucić uprzedzenia i nie dziwić się absolutnie niczemu, co zobaczysz. A zdziwień będzie sporo.

2. Grzech językowy i taka sama rada, jaką daliśmy przy okazji tekstu o Rumunii (polecamy, jest równie mało zabawny jak ten!). Zapomnij o tym, że płynnie posługujesz się angielskim, bo twoje CAE i inne certyfikaty na nic tu się nie przydadzą. W cenie jest za to basic english, czyli jak najmniej wyrazów, jak najwięcej bezokoliczników i jak najmniej angielski akcent. Badania naukowe na reprezentatywnej próbie wskazują, że największą szansę na odpowiedź będziesz miał zaczynając zdanie od „Sorri Mister” połączonego z intensywną gestykulacją. A to oznacza, że w Iranie najlepiej odnaleźliby się moi teściowe, którzy w języku starocerkiewnoangielskim legitymują się posiadaniem czarnych pasów.

3. Z drugiej strony teść mógłby niezbyt długo cieszyć się w Iranie towarzyską estymą (a z racji bujnych wąsów idealnie wtopiłby się w tłum) z prozaicznego powodu, jakim jest nadużywanie zwrotu: „Iran? Po co jedziecie do tych Arabów?!?” Pamiętaj: Irańczycy to nie Arabowie, a mówiąc tak, pakujesz się w niechybne kłopoty.

4. Co płynnym ruchem prowadzi nas do kolejnego punktu: kiedy powiedzieć rodzinie i bliskim o tym, że jedziemy do Iranu? Optymalny termin to 2 tygodnie przed wyjazdem – minimalizuje to liczbę tekstów o braku odpowiedzialności i jechaniu na pewną śmierć. Oczywiście pod warunkiem, że w tzw. międzyczasie spontaniczna studencka demonstracja w Teheranie nie podpali przypadkiem czyjejś ambasady. Naprawdę, mogliście poczekać aż wyjedziemy…

5. Brak znajomości języka angielskiego absolutnie nie zniechęca miejscowych do interakcji z tobą. A już zwłaszcza, gdy prosisz ich o pomoc. Choćby skały srały, zawezmą się i pomogą. A jeśli nie będą w stanie cię zrozumieć, to wezwą do pomocy sąsiada albo kilkunastu przechodniów. Nie martw się, dacie radę.

6. Ale gwoli sprawiedliwości: to nie jest tak, że w Iranie angielski jest w ogóle nieobecny. Po angielsku dość sprawnie śmigają irańskie gimbusy, Irańczycy stworzyli nawet swoje własne TVN24, w którym po angielsku prezentują swoją wersję „całej prawdy całą dobę”. Że będzie zabawnie, widać już po serwisie informacyjnym. Wiadomości kolejno odlicz:

  • Izrael znowu gnębi Palestyńczyków
  • Arabia Saudyjska znienacka atakuje Jemen (po ostatnich napięciach Arabii Saudyjskiej poświęca się tutaj duuużo czasu antenowego)
  • Stany Zjednoczone znowu knują jak zdestabilizować sytuację na Bliskim Wschodzie
  • ..i znowu potajemnie dozbrajają Izrael
  • …a Arabia Saudyjska dozbraja się sama, by zabijać bezbronne jemeńskie dzieci
  • sporo dzieje się też w Europie. Strajki rolników we Francji, strajki nauczycieli w Danii, strajki torreadorów w Hiszpanii, a Grecja to jeden wielki strajk.Niewiele jest za to o Wielkiej Brytanii, ale tylko dlatego, że ma ona swój osobny cotygodniowy program, w którym przedstawia się (cytat dosłowny) „kolejne dowody na rasizm, nietolerancję i ksenofobię w stosunku do muzułmanów zamieszkujących Wyspy Brytyjskie).

Fajnych programów w Press TV jest zresztą więcej. Mają tu na przykład swoje „Szkło kontaktowe”…

…a jako korespondenta zatrudnili Borata. Jakshemash?

IMG_0510[1]

7. A skoro już jesteśmy przy języku, to raczej trzymaj go za zębami w temacie polityki. A przynajmniej w stosunku do nowo poznanych osób. I lepiej zdaj sobie sprawę z tego, że przeciętny Irańczyk, którego zapytasz: „What do you think about the end of sanctions?? You must be happy, right?” zrozumie z niego tylko słowo „Sanctions” i pewnie solidnie się wnerwi. Nasz zaprzyjaźniony Irańczyk z Kom na tak postawione pytanie odpowiedział smutno: „Sanctions? Happy? Mister, not happy!” i przez chwilę myślałem, że nasza braterska zawarta 3 minuty wcześniej przyjaźń szybko się zakończy. Na nasze nieszczęście (spokojnie, jeszcze o tym napiszemy) nasz Irańczyk postanowił darować mi to delikatne faux pas.

8. Aczkolwiek jak już chwilę z Irańczykiem pogadasz to wiedz, że jeśli już żartować i okazywać lekko cyniczny i żartobliwy dystans do polityki, to lepiej nie kręcić beki z ajatollaha Chomeiniego, dość swobodnie można za to żartować z byłego prezydenta Ahmadineżada. Pan Mahmud okazał się takim hardkorem, że popchnął Iran w stronę sankcji i jeszcze większej izolacji. Ale czy może być inaczej w przypadku gościa, który gdzieś tam mimochodem przebąkuje coś o zmieceniu z powierzchni ziemi Izraela, a potem się dziwi, że skąd to całe oburzenie?

Nie wiem, może to dlatego, że każdy mówiący w tym kraju trochę po angielsku to już liberał, ale kogo nie spytać, każdy na hasło Mahmud złorzeczy, zrezygnowany macha ręką albo próbuje opowiedzieć średnio przetłumaczalny na angielski żart. Nie do końca czaimy kontekst, ale to coś w stylu „a twoja stara głosowała na Ahmadineżada”. W każdym razie w farsi podobno boki zrywać. Dlatego zamiast żartu proponujemy ten jakże uroczy muzyczny akcent.

9. Przy gestykulacji pamiętaj, by nie używać charakterystycznego kciuka w górę oznaczającego „Ok”. Lonely Planet podaje, że dla Irańczyków ten symbol oznacza coś między „odpiernicz się”, „kij ci w oko”, a „Arab ci na imię”. Rada LP była dobra, ale cholernie ciężko było mi się do niej dostosować, bo podnoszenie przeze mnie do góry kciuka okazało się czymś w rodzaju odruchu bezwarunkowego. I to takiego, który wyćwiczyłem przez lata używania starocerkiewnoangielskiego basic english – sorry mista, yes mista, no mista, is ok, mista? I na koniec kciuk w górę jako symbol udanie zakończonej rozmowy, transakcji lub czegokolwiek innego. A tutaj…no, masakra. Zwłaszcza, że to kraj, gdzie siłą rzeczy większość informacji na temat przemieszczania się etc. musisz zdobywać poprzez kontakt z miejscowymi. I zwykle nie było to łatwe, ale jak już jakimś cudem się udało, to człowiekowi z poczucia ulgi sam jakoś tak się do góry kciuk uno…nosz kur**.

Nie pomagało nic – po próbie sklejenia kciuka z palcem wskazującym wyglądałem jak papież. Inne rozwiązania też nie zdawały rezultatu. Zwykle to wyglądało tak, że zaczynałem unosić kciuk po czym słyszałem charakterystyczny plask ręki o czoło – to Iza robiła facepalma. I momentalnie zaciskałem kciuk w ręku, co wyglądało jeszcze gorzej – jakbym ich zagrzewał do boju albo co gorsza, wygrażał pięścią. Na szczęście żaden Irańczyk nie spojrzał na mnie dziwnie, a po pierwszym dniu prawie się oduczyłem.

Ostatecznie wszelkie obawy w kwestii kciuka rozwiała Shirin – wspaniała dziewczyna, która gościła nas w Kerman i o której niedługo napiszemy tutaj znacznie więcej. Okazało się, że do niedawna kciuk był faktycznie dość obraźliwym symbolem, jednak wszystko zmieniło się wraz z nastaniem Facebooka. Tak, tego samego Facebooka, który jest nielegalny w Iranie, ale miliony młodych Irańczyków dzięki różnej maści VPN-om mają to gdzieś. I lajkują jak leci, a to przyczyniło się do demitologizacji kciuka. Chociaż Shirin od razu dodaje, że kciuk jest ok tylko dla młodych, bo starsi ciągle miewają z tym problem.

10. A skoro już jesteśmy przy Facebooku, to pamiętaj, że internet w Iranie jest dość mocno cenzurowany – bez VPN-a oprócz Fejsa nie połączysz się też z Twitterem, zablokowany będzie też prawie każdy z dużych portali informacyjnych (Gazeta, Onet, WP etc.), a z globalnych serwisów zostają ci tylko Instagram i WhatsApp. Dla jednych to tragedia, dla mnie to absolutnie świetna informacja, bo dwutygodniowy detoks od polskiej polityki zrobił mi świetnie. Chociaż skłamałbym pisząc, że nie byłem ciekaw „czo ten Duda”, więc czasem sobie szukałem tego i owego. Szybko jednak przestałem, gdy okazało się, że jedynym mainstreamowym portalem dostępnym bez blokady w Iranie jest wpolityce.pl.

11. Uważaj, co mówisz o USA albo Izraelu. Najlepiej nie mów nic. Swoją drogą czas na anegdotkę – jeden z teherańskich hoteli, które przeglądaliśmy jeszcze w Polsce ma na swojej stronie internetowej autentycznie uroczą adnotację po angielsku, która brzmi mniej więcej tak: „Witaj, drogi przybyszu! Bardzo się cieszymy, że jesteś w Iranie i postaramy się, aby twój pobyt w naszym kraju upłynął pod znakiem szczęścia i bez żadnych problemów. Oczywiście, o ile nie jesteś obywatelem Izraela ani USA 😉”. Poważnie, dali na koniec uśmieszek 🙂

Czemu o tym piszę? Bo niezręczność może wypłynąć w każdym, najmniej spodziewanym momencie. Oto nasz przykład: stoimy sobie w sklepie odzieżowym i miło sobie rozmawiamy z młodą dziewczyną i chłopakiem (najpewniej parą). Dziewczyna okazała się zresztą bardzo pomocna, bo w naszych negocjacjach z panią sklepikarką pełniła rolę pośredniczki. A kiedy Iza już wybrała sobie ciuszek i poszła mierzyć, zaczęła się typowa gadka szmatka. I z pozoru niewinne pytanie.

– Co jeszcze chcecie zobaczyć w Teheranie?

– Nooo…na przykład Espionage Den.

– Eee, co to takiego?

– Ambasada USA – odpowiadam pewnie.

– Ale jak to? – dziewczyna wygląda na zdziwioną.

– Ano takto. Ambasada USA przy stacji metra Ta… – zaczynam.

– My friend, posłuchaj mnie. W tym kraju nie ma i nigdy nie będzie ambasady USA – do rozmowy nagle włącza się dość donośnie dotąd milczący chłopak mojej rozmówczyni.

– …leghani – kończę nazwę stacji metra. – Oczywiście, chodzi mi o byłą ambasadę.

– Aaaa, Taleghani. Okej, okej – dziewczyna uśmiecha się i posyła porozumiewawcze spojrzenie chłopakowi, który dalej patrzy na mnie trochę wilkiem.

12. Pamiętaj – Irańczycy to najbardziej uprzejmi, życzliwi i bezinteresowni ludzie na świecie. Ale pamiętaj też, że nie dotyczy to taksówkarzy – ci są na całym świecie identyczni i stanowią osobny podgatunek człowieka. Repertuar ich zagrań jest bogaty – potrafią cię otoczyć w piętnastu chłopa i nie dadzą chwili spokoju, żebyś choćby znalazł nazwę tego cholernego hotelu, do którego chcesz jechać. Ale potrafią też pociągnąć za plecak, kiedy na przykład spieszysz się na odjeżdżający właśnie autobus.

13. Ale to tylko pojedyncze przypadki, więc się nie zniechęcaj. Zniechęcać się nie możesz, bo w Iranie trzeba się polubić z taksówkarzami. Takie małżeństwo z rozsądku bardzo ci się opłaci, bo taksówki w tym kraju są śmiesznie tanieZresztą – nawet gdyby nie były tanie, to i tak pewnie trzeba by z nich korzystać, bo w Iranie większość terminali autobusowych/dworców kolejowych znajduje się na przedmieściach lub w najlepszym razie w pewnym oddaleniu od centrum miasta. A to oznacza, że w przypadku mniejszych miast trzeba wysupłać te 5 tomanów (1,5 dolara), a w miastach większych jak Isfahan nawet i 10. Droższy jest tylko Teheran, ale też nie są to nie wiadomo jak wysokie stawki.

14. Wiza – sprawa najważniejsza, bo bez niej nie wjedziesz do Iranu. Zdecydowaliśmy się wyrobić ją na lotnisku i chyba trochę żałujemy. Bo niby wszystko można załatwić od ręki, ale z drugiej strony – od pojawienia się przy okienku do uzyskania pieczątek i przejścia wszelkich kontroli minęły ponad 4 godziny. Że niby spoko? Tak, ale samolot wylądował na lotnisku w Teheranie po 1 w nocy, a terminal opuściliśmy dopiero po 5. Niby spoko, ale z rezolutną dwulatką to tym bardziej nie jest zabawne. No właśnie – nie myśl sobie, że skoro twój samolot ląduje na uświęconej krwią szachidów ziemi w środku nocy, to będziesz miał lotnisko tylko dla siebie. Przeciwnie – od 2-3 do 6 rano samolotów ląduje tu od cholery, a w terminalu panuje ruch jak w ulu. Powód jest prosty – lotnisko w Teheranie jest stosunkowo małe i nie wyrabia, dlatego działa praktycznie 24/7. Reasumując: jeśli masz taką możliwość, to rozważ wyrobienie sobie wizy np. w ambasadzie. Tam też podobno są jaja (mailowe ponaglanie, zwlekają do ostatniej chwili), ale przynajmniej na lotnisku obędzie się bez stresu i nerwów.

15. Ubezpieczenie – jeśli decydujesz się na wyrobienie wizy na lotnisku, to istnieje baaaardzo duża szansa, że twoja polisa „na cały świat”, którą przywiozłeś sobie z Polski będzie mogła ci posłużyć co najwyżej jako środek do podcierania się (a i to tylko, jeśli wydrukowałeś ją sobie na odpowiednio miękkim papierze). Nieważne, co mówi miła pani konsultantka na infolinii albo pan agent wymuskany siedzący przy lakierowanym biurku. Tak, tak, ważna na Iran, oczywiście. A tu klops. Pan ze stoiska zatwierdzającego odrzucił WSZYSTKIE polisy składane przez pasażerów naszego lotu, którzy wyrabiali wizy na lotnisku. Czemu? Bo sankcje, panie. Bo Europa nie lubi Iranu i dlatego Iran nie akceptuje europejskich polis. I podziękuj pan Europie, panie Piotrowski. A teraz grzecznie wypełnij pan wniosek o irańską polisę, wpłać pan 15 euro od osoby i szerokości, bo inaczej pana do Iranu nie wpuścimy.

Właściwie to za tymi europejskimi polisami to trudno trafić, bo doszły nas głosy, że w innych samolotach  były z kolei akceptowane. Z drugiej strony słyszeliśmy, że są akceptowane tylko, gdy aplikujesz o wizę w ambasadzie. Wydaje się więc, że wszystko zależy od dobrego humoru pana urzędnika, który zazwyczaj pewnie w dobrym nastroju nie jest. To znaczy wróć – panowie w okienkach mają chyba jednak niezły ubaw groźnie pokrzykując na turystów, rzucając w nich paszportami i kierując naprzemiennie z jednego okienka do drugiego (co jest dość zabawne, bo okienka są w sumie tylko trzy).

16. Kolejna kluczowa sprawa – jeśli już z jakichś powodów musisz odrobinę nagiąć prawdę w swoim wniosku wizowym, to trzymaj się tej wersji przez cały wyjazd i najlepiej wymyśl sobie jakąś backgroundową historię, w której odpowiesz na wszelkie ewentualne pytania. Czemu mielibyście kłamać? Ot, choćby jeśli jesteś dziennikarzem – i wpiszesz to we wniosku – to otrzymanie standardowej wizy turystycznej jest mocno utrudnione, by nie rzec, że wręcz niemożliwe.

17. Wypuścili cię z lotniska? Gratulacje. To teraz…nie jedź do Teheranu tylko od razu gdzieś na południe – do Kom, Kaszan albo jeszcze gdzieś indziej. Czemu tak? Bo pierwsza doba w Iranie będzie trudna – ze względu na różnice kulturowe, dziwny system walutowy i ogólny brak zrozumienia. I o wiele lepiej jest przeżyć tę adaptacyjną dobę w niewielkiej i prawie przytulnej mieścinie typu Kaszan niż w 8-milionowej metropolii pełnej korków, spalin, pierdolniętych kierowców i gdzie w centrum miasta często trzeba spacerować 20-30 minut, by znaleźć sklep spożywczy lub restaurację. Do Teheranu możecie sobie podjechać na koniec, tuż przed odlotem…

18. …aczkolwiek pamiętaj, że z centrum Teheranu nie da się dojechać na lotnisko transportem publicznym. Owszem, są jakieś busiki z przedmieść, ale logistycznie wygląda to na tak żmudną wyprawę (bo nie wiadomo nawet, według jakiego rozkładu jeżdżą), że lepiej już pewnie będzie wziąć taksówkę (koszt minimum 20 dol. aczkolwiek to 60 kilometrów i prawie godzina drogi). Co ciekawe, dużo lepszy dojazd na lotnisko jest z oddalonego o ponad 400 km Esfahanu, z którego co pół godziny – godzinę kursują regularne autobusy dowożącą pasażerów pod sam terminal. Sami widzicie, wybór logistyki jest w tym przypadku dość trudny.

19. Nie przejmuj się tym, że na początku nic nie zrozumiesz z irańskiego systemu walutowego. Że niby są riale, ale nikt nie podaje cen w rialach tylko w tomanach. I to nie na jeden, ale na dwa sposoby. Nie przejmuj się i daj sobie maksymalnie 2 dni – po tym czasie złapiesz cały system.

20. Tym bardziej, że dla samych Irańczyków to nie  jest łatwy system. Tzn. inaczej – jest łatwy, gdy kupującym jest inny Irańczyk i wszystko przelicza się na tomany. Ale gdy zamiast tomana staje przed sklepikarzem tuman-turysta, który w dodatku po persku ani be ani me, tylko szwargocze coś po angielsku i jeszcze każe sobie wszystko przeliczać na riale pojawia się problem. W ten sposób kilku sklepikarzy pomyliło się i co zabawne, na naszą korzyść. Zwykle zwracaliśmy im uwagę, ale raz dopiero w hotelu spostrzegliśmy, że za 2 porcje lodów…dostaliśmy 5 tomanów dopłaty.

21. Jeszcze a'propos cen – sklepikarze co do zasady na pewno cię nie oszukają. Mało tego, choć nie znają słowa po angielsku, cierpliwie spróbują ci wyjaśnić różnicę między rialem a tomanem. Aczkolwiek nie kupujcie nic w kiosku w Teheranie przy pałacu Golestan. Jestem przekonany, że za małą butelkę wody zapłaciłem chujkowi 100 tys. riali (nie miałem drobniej), a jako resztę dostałem ledwie piątaka. W ten sposób stałem się dumnym posiadaczem półlitrowej butelki wartej jakieś 10 zł.

22. A skoro już jesteśmy przy sklepach – NEGOCJUJ! Zawsze i wszędzie. Ale pamiętaj, że Iran to nie Turcja czy Maroko, gdzie praktyka targowania się jest nieodłączną częścią zakupów. Irańczycy niechętnie dają rabaty. Jeden ze sprzedawców powiedział, że to taka ich lokalna kupiecka cecha. Otóż perscy sklepikarze (podobnie jak pozostali Irańczycy) są uczciwi z natury, więc cena, którą widzisz na wywieszce jest dobra dla obu stron i nie służy oskubaniu nikogo. Jest w tym trochę prawdy (ale tylko trochę), bo często ceny są rodem z kosmosu. Weźmy moich ulubionych taksówkarzy. Jesteśmy w Bam (twierdza jest absolutnie warta zobaczenia, polecamy!), po 11 zięć właściciela naszego hostelu wiezie nas na przystanek zlokalizowany przy głównym skrzyżowaniu. Oczywiście od razu rzuca się na nas taksówkarska mafia – na szczęście jest z nami zięć, który po szybkiej rozmowie oznajmia nam, że najbliższym autobus do Kerman jest dopiero za 4 godziny. I że w tej sytuacji któryś z panów chętnie nas podwiezie. Za ile? Wyjściowa cena to 40 dolarów! Poprosiłem naszego tłumacza, żeby wyjaśnił panom, że chyba ochujeli. Nie wiem czy przetłumaczył wiernie, w każdym razie rozpoczął negocjacje, w wyniku których cena spadła do 300 tomanów, czyli nieco ponad 8 dolarów.

23. Tak jak pisało mądrzejsze koleżeństwo – pieniążków nie wymieniamy w banku tylko w kantorach, ewentualnie u cinkciarzy jak nas przypili albo kantor zamknięty (bo np. piątek). I zasadniczo lepiej wymienić więcej niż mniej. Tak się bowiem złożyło, że od kilku tygodni w związku ze zniesieniem sankcji dolar gwałtownie słabnie, a rial się umacnia i różnica w kursie na początku i na końcu waszego wyjazdu może być znacząca.

24. Jeśli gdzieś w zaskórniakach znaleźliście dolary z tzw. małą główką (czyli starej serii) to albo nie bierzcie ich do Iranu albo czym prędzej spróbujcie wymienić na nowe w Polsce – te z „dużą głową”. W Iranie będzie wam cholernie ciężko wymienić stare dolary – nam zaplątała się do wyjazdowej gotówki jedna taka 100-dolarówka, którą dostaliśmy w podróżnym prezencie pod choinkę. Efekt był taki, że udało się dopiero w trzecim kantorze i to po znacznie niższym kursie niż ten rynkowy. Gdzieś tak o 10 procent niższym.

25. Wśród grzechów głównych znajduje się obżarstwo (a przynajmniej tak mi się wydaje. Kurde, tak dawno było bierzmowanie), jednak w temacie jedzenia dopuściliśmy się raczej grzechu zaniechania. Bo żeby zjeść, najpierw trzeba znaleźć restaurację, a w niektórych miastach jest to prawdziwe wyzwanie (tylko zaznaczamy: chodzi nam o prawdziwą knajpę, nie o budkę z kebabem). Nawet w centrum cholernego Teheranu są miejsca, gdzie w promieniu 30 minut spacerem trudno o jakikolwiek lokal.

Ale o jedzeniu pisała już Monika, dlatego my skupimy się na słodyczach, gdzie rzeczone zaniechanie nastąpiło. Naszym największym grzechem było to, że dopiero ostatniego dnia odkryliśmy lody szafranowe. Wcześniej raczyliśmy się przede wszystkim tzw. zoolbia barnieh, czyli głęboko smażonymi hmmm…pączkopodobnymi produktami z szafranem, które z wyglądu przypominają trochę hiszpańskie churrosy. Gdyby ktoś chciał spróbować swoich sił, służymy filmikiem:

https://www.youtube.com/watch?v=im2d8RN_DWE

26. Na koniec nie grzech, ale kluczowa porada pod tytułem: Jak zdobyć sympatię Irańczyka? Zasadniczo nie trzeba się starać, bo wystarczy, że jesteś jaki jesteś: kompletnie bezradny, bez znajomości języka, gadający po angielsku. Aż chce się podejść i przytulić. A przynajmniej zadać sakramentalne pytanie: „Where are you from?” i po usłyszeniu odpowiedzi „Lachestan” (taki mały gest, a robi mega pozytywne wrażenie na miejscowych) rzucają „Welcome to my country”. Ale prawdziwą sympatię zdobędziesz, gdy pokażesz Irańczykowi, że wiesz o jego kraju coś więcej niż zlepek haseł Chomeini, ISIS, broń atomowa i terroryzm. Od czego więc zacząć? Jeśli czytaliście Wesołowskiego, możecie chcieć spróbować z Hafezem. To słynny romantyczny irański poeta, którego dzieła według „Lonely Planet” ma w swoim domu każda irańska rodzina. Ale jakoś tak mi się nie składa dyskutować o poezji z irańskim taksówkarzem, tak jak z panem Mietkiem z Ele Taxi nie będę raczej dyskutował o Miłoszu, Pawlikowskiej ani nowym tomiku Norwida (chyba, że sytuacja ma miejsce w Krakowie).

Jak dowiedliśmy wyżej, wykreślić musimy też politykę, ale tu sprawa jest równie prosta jak w Polsce – nigdy nie wiesz, kiedy podchmielony wujek na rodzinnej imprezie uruchomi pijacką tyradę o tym, że „te kurwy z Sejmu to by powiesił wszystkie”. Wujek z Iranu co prawda nie pije, ale może prezentować równie kompleksowy zestaw zachowań.

A skoro nie o poezji i nie o polityce, to o czym z nimi gadać? Najprostszym spoiwem łączącym nasze narody jest oczywiście sport. I nie, nie piłka nożna (chociaż kojarzą Lewandowskiego, Krychowiaka i spółkę), tylko siatkówka. Irańczycy dobrze kojarzą naszych mistrzów, a co bardziej złośliwi przypominają nawet, że niedawno w Teheranie złoili nam skórę.

A dla prawdziwych koneserów chcących roztapiać serce irańskich mężczyzn mam smaczek o levelu hard. Oto trzy magiczne nazwiska: Kharimi, Mahdavikia i przede wszystkim Ali Daei. Opłacało się przez lata oglądać skróty Bundesligi, by widzieć te wszystkie uśmiechy na perskich buziach.

Tu znajdziesz pozostałe wpisy o Iranie

PODOBAŁ CI SIĘ WPIS? POLUB NA FEJSBUKU, PODZIEL SIĘ Z INNYMI! 

Print Friendly, PDF & Email

You Might Also Like

28 komentarzy

  • Odpowiedz
    Robert
    Sierpień 21, 2018 at 11:04 pm

    Podoba mi sie ten artykuł. Przeczytałem go dopiero teraz, po powrocie z Iranu. W przyszłym roku lecę powtórnie.

    Kilka wskazówek i uwag w uzupełnieniu

    Teheran 

    1. Kolejka (oznaczona na planie jako czerwona linia na dole mapy)  z lotniska do stacji metra  Sahed ( czerwona linia na dole ) kursuje dokładnie co  80 minut , od 6.50 do 20.10, dalej bez problemu do każdej stacji. Metro jest tanie , ok 1 zł za przejazd. Najlepiej kupić kartę i naładować. Metro kursuje od 5-6 rano do 22-23.  Po 20 z stacji sahed mozna dojechac do lotniska busem, ok. 50000 Riali.

    2. Taryfa taxi z lotniska jet stała i wynosi 650000 riali,  jest duży napis dla turystów na arrivals.

    3.  Ceny dolarow najgorsze u taksowkarzy , najlepsze u cinkciarzy. A jeszcze lepsze im dalej od Teheranu.

    4. W Teheranie, wbrew obiegowej opinii, jest bardzo dużo miejsc do zwiedzania.  Polski cmentarz, ambasada USA, muzeum biżuterii, parki w centrum miasta, kilanascie pałaców , bazar – ogromny, stoisk z bielizną damską naliczyłem chyba ze 200, ulica prawie 2 kilometry same biustonosze, na północy Teheranu piękny pałac, a jeszcze wyżęj prawdziwe gory 3000-4000 m, pod które można podjechać taksówką.

    4. Obrazek z metra, wchodzę do wagonu, wstaje młody człowiek i zapraszającym gestem pokazuje mi zwolnione miejsce. W metrze starzy siedzą , młodzi stoją.

    5. Wize załatwiałem przez key2persja, w sumie 135 zł + 50 EURO, 2 tygodnie.  Jak wbiją wizę w Polsce to już odpada problem ubezpieczenia. Na lotnisku chyba 70 Euro  

    5. Słodycze, na każdym kroku. Ja akurat nie lubie, ale za to mozna kupić ryby i usmażyć w hostelu. W 2019 to będzie wyprawa kulinarna.

     . Itd., itd. …  w Iranie można sie zakochać 🙂  i w Irankach , które tak zakrywają swoje głowy aby jak najwięcej pokazać 🙂

    A, i jeszcze jedno, to chyba najbezpieczniejszy kraj (w jakim byłem ) dla kobiet, żadnych zaczepek , oglądania sie, gópich uwag itd. Podobno przestępczośc pospolita w Iranie nie istnieje.

      

    Kto raz pił u  źródeł teherańskich, temu los zrządzi , że znowu do nich powróci.  

  • Odpowiedz
    Flora
    Marzec 28, 2018 at 1:04 am

    Witam, jestem Polką Perskiego pochodzenia i czytam artykuł ze swoim 100% chłopakiem z Polski, którego zabieram po raz pierwszy na wyjazd do Iranu, z uśmiechem na twarzy, bo śmiesznie się czyta to jak widzą nas ''inni'' 😉

    Mieszkałam w Tehranie 7 lat a spory kawałek Iranu zwiedziałm z rodzicami i śmiało mogę się pod nim podpisać jako, że doskonale znam ten kraj, ludzi i kulturę, która czasami nawet teraz jest dla mnie enigmą.

    Co do wiz i jakichkolwiek urzędowych spraw to najlepiej wyrobić ją sobie w ambasadzie – nie znam nikogo, kto by nie dostał wizy turystycznej w PL czy na lotnisku, ale chodzi o czas który zależy głównie od humoru i widzi misi oficera który sie tym zajmuje, ale ostatecznie się ją dostaje.

    Jeżeli chodzi o walute – rial to nasz polski grosz a toman to zł. Czyli 100 000 rial to 10 000 tomanów. 

    Nie polecam kupowania jakichkolwiek pamiątek w Tehranie – tam ceny są z kosmosu nie zależnie czy jest się turystą czy zwykłym Irańczykiem.

    No i odniosę się to pobytu stricte w Tehranie: rada jest słuszna na bank jeżeli chodzi o klimat. Tehran jest szalenie zanieczyszczonym miastem pod kątem powietrza, smogu itp więc w pierwszych dniach najzwyczajniej na świecie boli głowa, pieką oczy.

     

  • Odpowiedz
    Dawid
    Wrzesień 6, 2017 at 5:32 pm

    W sumie to nie zgadzam w kwestii: 1) języka angielskiego – nie wiem, gdzie podróżowaliśce, ale angielski (basic czy nie basic) przydał się zawsze i wszędzie – na pewno prędzej niż polski 2) ogólnie nie rozumiem tej strasznej niechęci do Teheranu – jasne, to nie jest tak piękne miasto jaki inne irańskie, ale są tam naprawdę ciekawe rzeczy do zobaczenia (a jeśli jeszcze jakimć cudem traficie do południowych dzielnic Iranu, to zobaczycie,  jak zadbane i nowoczesne mają tam te osiedla)!

    Na korzyść zmieniło się ostatnio to, że na lotnisko w Teheranie dojeżdża już metro – zapraszam do mnie po kilka dodatkowych informacji o przygotowaniu do podróży do Iranu: http://www.masaperlowa.pl/iran-podroz-2017-wizy-noclegi-transport-zwyczaje/

     

  • Odpowiedz
    Alfred
    Lipiec 27, 2017 at 10:02 am

    Wpis fajny, dobrze sie czytalo oprocz tych tekstow zachwalajacych USA i Izrael bo prawda jest taka jak mowili w iranskiej tv…niestety, ale to trzeba czytac wiecej niz "gazeta.ll i onet…albo w polityce". Niech zyje wielki Iran! Nie dajcie sie oglupiac 😉 USA biora czynny udzial niemal we wszystkich konfliktach zbrojnych na swiecie, to sa prawdziwi terrorysci, do spolki z zydami.

    Pozdrawiam i zycze wielu udanych podrozy.

  • Odpowiedz
    Alfred
    Lipiec 27, 2017 at 10:02 am

    Wpis fajny, dobrze sie czytalo oprocz tych tekstow zachwalajacych USA i Izrael bo prawda jest taka jak mowili w iranskiej tv…niestety, ale to trzeba czytac wiecej niz "gazeta.ll i onet…albo w polityce". Niech zyje wielki Iran! Nie dajcie sie oglupiac 😉 USA biora czynny udzial niemal we wszystkich konfliktach zbrojnych na swiecie, to sa prawdziwi terrorysci, do spolki z zydami.

    Pozdrawiam i zycze wielu udanych podrozy.

  • Odpowiedz
    Paulina | Mucha w sieci
    Październik 18, 2016 at 5:41 pm

    Odnośnie punktu "18. …aczkolwiek pamiętaj, że z centrum Teheranu nie da się dojechać na lotnisko transportem publicznym" to nie wiem czy to nie zmieniło, bo chyba jakieś 2 dni po tym jak z Iranu wyjechałam mieli otwierać linie metra pociągniętą prosto do lotniska 🙂 

    I wpis ekstra! Właśnie sobie wspominam i przymierzam się do dokończenia relacji z Iranu. Pozdrawiam 🙂

    • Odpowiedz
      weekendowi
      Październik 19, 2016 at 10:36 am

      Dzięki:) ten punkt trzeba będzie sprawdzić i dopisać. Pozdrawiamy!

      • Odpowiedz
        Alina
        Grudzień 2, 2016 at 2:02 pm

        Metro nadal kursuje tylko do lotniska Mehrabad. Linia na lotnisko Imama Khomeiniego chyba jest nadal w budowie. Taksówkę z centrum Teheranu na lotnisko w drodze powrotnej udało nam się "złapać" za ok 13Euro (500 000 riali). Dla porównania- z lotniska do hotelu w centrum zapłaciliśmy 800 000 riali.

        Super wpis. Żałuję, że nie trafiłam na niego przed naszym wyjazdem do Iranu. Zgadzam się z tym, że Teheran lepiej zostawić na koniec podróży. I dziękuję za informację o zielonych miotełkach. Obstawialiśmy, że mają tam ukryte wykrywacze metali 🙂

        Wizę dostaliśmy w 20 min. Nasze ubezpieczenie, wykupione w Polsce, zostało zaakreptowane bez szemrania. Pan tylko sprawdził czy daty ubezpieczenia pokrywają się z naszym pobytem w Iranie. Wydaję mi się, że sytuacja nieco się zmieniła po rozlużnieniu systemu wizowego dla europejczyków w lipcu 2016.  

  • Odpowiedz
    Edyta
    Wrzesień 26, 2016 at 5:59 pm

    Czytam i czytam w necie i choc juz mam bilety to mysle o odwolaniu wyjazdu. Naczytalam sie ze moga bez wizy nie wpuscic mnir do samolotu….ze moge jej na lotnisku nie dostac….ze wtedy deportacja na moj koszt oczywisci…

    Tak sie cieszylam na iran a teraz juz nie mam ochoty na takie stresy

    • Odpowiedz
      weekendowi
      Wrzesień 26, 2016 at 8:45 pm

      Hej, hej, powstrzymaj konie… Spokojnie, dwa głębokie wdechy… Już można? 🙂

      Przede wszystkim spokojnie przeczytaj nasz wpis.

      Szanse na to, że nie dostaniesz wizy na lotnisku są absolutnie znikome – musiałabyś zdemolować samolot, próbować przemycić alkohol lub demonstracyjnie zdjąć przed celnikami chustę 😉 A przecież tego nie zrobisz…

      Tak naprawdę wizę turystyczną dostaje każdy. Jedyna kwestia jest taka, jaki humor będą mieli Panowie na bramkach. Jak mają dobry – cały samolot zostanie obsłużony w godzinę. Jak mają zły, to tak jak my, wyjdziesz z lotniska nad ranem. Ale o sam brak wizy i deportację nie masz się co martwić…

      Iran to świetne miejsce na podróż, ale pod warunkiem, że pogodzisz się z…taką lekką spontanicznością, jaki będzie towarzyszył Twojemu wyjazdowi. Weź choćby noclegi – myśmy mieli zarezerwowany tylko pierwszy w Teheranie, a kolejne…były tak naprawdę z polecenia, jeden hotelarz wysyłał nas do drugiego, czasem pomagał "Lonely Planet" 🙂

      No i trzeba tym ludziom zaufać. Weźmy choćby kwestię transportu…..każdy pociąg, autobus, marszrutkę sprawdzali i zamawiali nam miejscowi. Zdawaliśmy się na nich i ani razu się nie zawiedliśmy, a oni byli szczęśliwi, że mogli nam pomóc.

      I pamiętaj: jak się spytają, skąd jesteś, mów, że z "Lachestan". To otwiera dużo dobra w Irańczykach 🙂


      Pozdrawiamy i życzymy udanego wyjazdu 🙂

  • Odpowiedz
    Justyna
    Sierpień 8, 2016 at 1:20 pm

    Wspaniały, merytoryczny wpis. Właśnia takich poszukuję, planując wyjazd do innego kraju. Iran to jest z moich "must see" i prawdopodobnie będzie kierunkiem podrózy w 2018 r.:-)

  • Odpowiedz
    Zastrzyk inspiracji
    Marzec 10, 2016 at 7:55 pm

    Ale genialny post! Nie dość że z humorem, to na dodatek bardzo praktyczny 🙂 Mnóstwo przydatnych informacji! 🙂

  • Odpowiedz
    Kazimierz Pawłowski
    Luty 29, 2016 at 12:33 am

    Przydatne porady, dzięki za artykuł, ja się nieustająco wybieram do Iranu, już nawet miałem bilety lotnicze, ale zawsze coś wypada 🙁 Natomiast myślę, że w Polsce mało kto już jest uprzedzony do Iranu i raczej w większości się dobrze kojarzy 🙂 Przynajmniej braci podróżniczej 🙂

    • Odpowiedz
      weekendowi
      Marzec 1, 2016 at 11:29 am

      Dzięki za miłe słowa. To zachęta do pisania kolejnych tekstów 🙂 

  • Odpowiedz
    vindicat.pl
    Luty 23, 2016 at 10:19 am

    cenne porady! świetny wpis

  • Odpowiedz
    vindicat.pl
    Luty 23, 2016 at 10:17 am

    Przydatne uwagi:)świetny wpis

  • Odpowiedz
    Piotr Janicki
    Luty 21, 2016 at 10:29 am

    Świetny tekst godny polecenia innym 🙂

  • Odpowiedz
    Ola
    Luty 18, 2016 at 11:10 am

    Zazwyczaj nie oceniam w ten sposób wpisów 😉 Ale nie mogę inaczej: zajebiste!!! Właśnie przeczytałam na głos mojemu facetowi i w związku z tym, że jestem chora, straciłam kompletnie głos. Ale musiałam mu przeczytać! Doceńcie 🙂 Ja Was jeszcze nie mam dodanych do ulubionych, czytanych, fejsbuczanych itp? Już naprawiam grzech, znaczy błąd 🙂

    • Odpowiedz
      weekendowi
      Luty 20, 2016 at 3:24 pm

      Dzięki takim czytelnikom aż chcę się dalej pisać! pozdrawiamy serdecznie:)

  • Odpowiedz
    Rusz w Podróż
    Luty 17, 2016 at 9:17 pm

    Trafne uwagi, zgodzę się niemal ze wszystkimi punktami. I zdecydowanie warto przygotować się przed wyjazdem, bo Irańczycy są tak fajni, że szkoda ich urażać swoimi wpadkami.

    Ciekawe co piszecie o wyrabianiu wizy na lotnisku. Ja też na to postawiłam. Całość zajęła mi około 20 minut i tylko dlatego tak długo, że najpierw stałam w okienku do wizy a dopiero wtedy dowiedziałam się, że jest osobne okienko do płacenia. Wszyscy byli mega uprzejmi i uśmiechnięci.

    • Odpowiedz
      weekendowi
      Luty 20, 2016 at 3:25 pm

      Może mieliśmy niefarta z tą wizą i jej załatwianiem. Też słyszeliśmy, że innym udawało się bez najmniejszego problemu.

    Leave a Reply