Azja

Kazachstan: Wszystko, co musisz wiedzieć, by zaplanować idealny wyjazd

Południowy Kazachstan to idealne miejsce na urlop. Jednak zanim zaczniemy opiewać jego atuty, przygotowaliśmy dla Was garść praktycznych porad.

1. Najważniejszą rzeczą jest ustalenie, dokąd chcecie pojechać, co zobaczyć i na ile? Od razu mówimy: myśmy w Kazachstanie spędzili w sumie 8 dni i zdecydowaliśmy się na zwiedzanie jedynie Ałma Aty i okolic. Przy czym okolice to tereny w promieniu 500 kilometrów od byłej stolicy, a cała wycieczka zajęła nam ok. 1500 kilometrów. Jeśli chcecie jechać na dłużej (co też rekomendujemy), to przy okazji np. 14 dniowego wyjazdu z pewnością będziecie musieli zahaczyć o Kirgistan. My początkowo mieliśmy to w planach, ale ostatecznie odpuściliśmy. Głównie dlatego, że tak czy inaczej zdążylibyśmy zobaczyć jedynie Biszkek, a z rad znajomych blogerów wynikało, że jeśli nie chcemy podziwiać kirgiskiej przyrody, to jest to całkowita strata czasu. Tym bardziej, że w naszej wypożyczalni za przekroczenie granicy z Kirgistanem zażyczono sobie 50 USD (o tym w kolejnym wpisie, bo to materiał na osobny temat), a ze zdjęć wynikało, że wiele nie tracimy.
2. A czemu akurat lecieć do Ałmatów, jeśli można wybrać Astanę, czyli świecącą od nowości stolicę? Myśmy wybrali byłą stolicę Kazachstanu wsłuchując się w znajome głosy, według których Astanę owszem, można zobaczyć, ale to miasto góra na jeden dzień. A na dodatek w jej okolicach kompletnie brakuje dodatkowych atrakcji, przez co i tak niemal od razu musicie się pakować w samolot, pociąg czy co tam akurat macie pod ręką i bujać się do Ałmaty. Sprawa jest bowiem prosta: jeśli chcecie zobaczyć masę megalomańskich budowli w złym guście, to lećcie do Dubaju. Myśmy już byli np. w Batumi, więc domyślamy się, czym to wszystko w nowej stolicy pachnie. Może więc następnym razem?

3. A skoro nie Astana, to czym dolecieć do Ałmaty? Nasz wybór padł na Ukraine International Airlines, z którymi lecieliśmy już półtora roku temu do Iranu. Lecieliśmy z Warszawy z fajną przesiadką w Kijowie, która pozwoliła nam wykroić kilkugodzinny spacer po Majdanie Niepodległości i innych najfajniejszych zabytkach tego miasta. Swoją drogą – jeśli jesteście ciekawi, co warto zobaczyć w Kijowie, przeczytajcie nasze wpisy tutaj i tutaj. Sam lot bez historii – jedzenie w porządku (choć rybny „hamburger” do poprawki lub wyrzucenia za zwykle zamknięte okno). Ogólnie o liniach UIA można powiedzieć tyle, że jest to przewoźnik, który oferuje bardzo dobre ceny na wiele połączeń (np. do byłych sowieckich republik), jednak produkt oczywiście nie jest pierwszoligowy. Natomiast w kategorii jakość/cena zakup biletu jest jak najbardziej udaną inwestycją.

Sam lot z Kijowa był dość męczący, ale tak jest chyba za każdym razem, gdy ląduje się na lotnisku docelowym o 4 nad ranem, a zegarek trzeba przedstawić o 3 godziny do przodu. Na szczęście kontrola paszportowa nie zajmuje dużo czasu, bo góra 20 minut. Nie ma co narzekać, zwłaszcza jeśli pamiętamy, że jeszcze kilka miesięcy temu trzeba było mieć wizę wjazdową do tego kraju. Szczęśliwie od 1 stycznia 2017 do wjazdu na teren Kazachstanu wystarczy najzwyklejszy na świecie paszport.

Ale swoją drogą – te wszystkie stereotypy na temat Kazachów, którzy lubią się wciskać na chama do kolejki są jak najbardziej prawdziwe ;). Szczególnie dobrze było to widać w locie powrotnym, gdzie udało nam się lecieć biznesem. O jakimkolwiek pierwszeństwie przy boardingu czy check-inie możesz zapomnieć 🙂 Ale o tym będzie jeszcze czas napisać, bo właśnie sprawdzono nam paszporty i przywitano na kazachskiej ziemi. Mamy więc 4.30 rano i perspektywę… no właśnie, kimania w terminalu? Nie! Bo w tym momencie ujawnia się największa zaleta lotniska w Ałmatach.

4. Jeśli Wasz znajomy powiedziałby, że „po przylocie spał w lotniskowym hotelu”, uznalibyście go zapewne za niezłego krezusa. Tymczasem w Ałmatach przy lotnisku funkcjonuje… Airport Hostel, gdzie w umiarkowanych, ale znośnych warunkach przekimacie się w dwójce za… jakieś 50-60 złociszy (przy czym dwójka to oczywiście 8-osobowy pokój z piętrowymi łóżkami, do którego nikt nas nie dokwateruje). To dobra cena, w sam raz na rozpoczęcie swojej podróży przez Kazachstan. Tym bardziej, że nie musimy się użerać z ałmacką mafią taksówkową, która zapewne cię zaatakuje i za kurs do hotelu policzy sobie jak za kwintal bezglutenowej pszenicy (czyli jakieś 30 złotych 😉 ).

5. Ta informacja na temat kazachskich hoteli jest kluczowa – w bardzo wielu z nich nie obowiązuje klasyczny system doby hotelowej. Nie ma więc tak, że niezależnie od godziny zameldowania, na drugi dzień w samo południe mamy zabierać nasze bambetle i wypierda… Nie, tutaj w wielu miejscach obowiązuje system dobowy – przybywasz o 4 rano? Jeśli chcesz, twoje łóżko jest dla ciebie dostępne przez 24 godziny. W wielu sytuacjach taka wiedza pomaga lepiej logistycznie rozplanować wyjazd i wydatki.
6. Polecamy też przez hotele/hostele kombinować transport, jeśli akurat potrzebna jest taksówka. We wspomnianym wcześniej lotniskowym hostelu miła pani mieszanką rosyjsko-niemieckiego w 3 minuty znalazła mi chętnego „kuzyna”, który podwiózł nas do centrum za 1000 tenge, czyli 10 złotych. Dla porównania – za kurs z licencjonowanym taksiarzem do centrum branym z samego lotniska zapłacicie 3500-4000 tenge.

7. Pierwsza rzecz, która rzuca się w oczy w Ałmatach, to coś, cośmy przeżywali kilkanaście lat temu w Polsce, czyli zachłyśnięcie zachodem. Pełno billboardów KFC, Costa Coffee, Burger Kinga i innych zachodnich marek. No i Uniwersjada zimowa, czyli impreza dla niespełnionych sportowców, którzy będąc studenciakami mogą sobie powetować klęski w zawodowej karierze sportowej i pokonać większych od siebie nieudaczników. Miała ona miejsce w styczniu, ale wciąż na mieście widoczne są plakaty, kierunkowskazy i inne bannery reklamujące tę imprezę. Przeżywaliśmy to samo w 1993 roku w Zakopanem, więc dobrze znamy ten temat.

8. Pierwszy szok w Ałmatach to ceny. Za nasz hotel (wygodną dwójkę z Wi-Fi) zapłaciliśmy 50 zł. Chwilę potem udaliśmy się na Zielony Bazar, gdzie Helci wpadły w oko figurki z „W głowie się nie mieści”. Wiecie, Radocha, Złość i tak dalej – swoją drogą, świetna bajka. Cena? 20 złotych, czyli jak cię mogę. Z przyzwyczajenia ruszam do targowania: „Trochę drogo…może 1500?” Szybkość, z jaką pani zgodziła się na moją ofertę sprawiła, że płacąc, poczułem się jak frajer, którego wlaśnie wydymano. Taniutkie jest tu również jedzenie i picie. Jest to też prawdziwy raj dla miłośników używek.

9. Paczka fajek (także tych bardzo dobrych) kosztuje w przeliczeniu na nasze nieco powyżej 3 złotych, a butelka wódki… z 9-10 zlotych. Z kolei niezłej klasy koniaczek osiągalny jest po wyciągnięciu z kieszeni równowartości 15 złotych. Ojj, Kochani, w tym miejscu posiadacze nałogów będą się czuli naprawdę dobrze.

10. Z drugiej strony jest to miasto wielkich nierówności. Gdy już wynajęliśmy auto, skierowaliśmy pierwsze kroki do jakiegoś centrum handlowego celem znalezienia miejscowej Biedronki i zrobienia zapasów. Na chybił trafił podjechaliśmy do ogromnego budynku o nazwie Esentai Mall i był to… strzał jak kulą w płot. Na sporym parkingu same luksusowe SUV-y, a same centrum handlowe z perskimi dywanami i luksusowymi żyrandolami. I ze spektrum najbardziej znanych światowych marek, których nie ma chyba żadne centrum handlowe w Polsce (wsponijmy choćby o Saks Fifth Avenue). A spożywka? Oczywiście jest – w sklepie o dość wymownej nazwie Essentai Gourmet, który pod względem przepychu i prezentowanych towarów przebija na głowę Almę z Piotrem i Pawłem wziętych razem w ich najlepszych czasach. To już lepiej kupować na bazarku.
11. Swoją drogą – najlepszym miejscem na zakupy w Ałmatach jest sieć Magnum Cash&Carry. Duży asortyment i niezłe ceny.

12. Wróćmy jeszcze do noclegów. W większości miejsc nie płaciliśmy za nocleg więcej niż 80 zł. Wyjątek stanowiło jedynie miasto Kapszagaj, położone nad jeziorem o tej samej nazwie. Jest to jednak osobna kategoria miasta. Raz, że Ałmaty lubią tu wypoczywać, dwa – że to miejsce to kazachska stolica hazardu. W tym niewielkim 40-tysięcznym mieście działa ponad 50 kasyn i jest to takie kazachskie Las Vegas. Niestety, miasto nie ma wiele do zaoferowania. Położone nad jeziorem o tej samej nazwie raczej straszy niż zachwyca. A już szczytem wszystkiego jest jezioro – wokół brudny piasek, tony śmieci, jakieś rudery i pozostawione szkielety (prawdopodobnie) kolejnych kasyn i wielkich hoteli, które ktoś porzucił (na oko) jakieś 15 lat temu. Jest to jednocześnie jedyne miejsce, które odradzamy wam przy planowaniu wizyty w Kazachstanie.

13. Jeśli jesteście już zdecydowani na Kazachstan, to warto zastanowić się nad terminem wyprawy. My wybraliśmy się w drugiej połowie września i był to bardzo trafiony czas: nie ma już takich upałów jak w sierpniu, ale przez cały tydzień utrzymywało się przyjemne 26-28 stopni. Z drugiej strony – to jest taki „graniczny” czas, jeśli chodzi o dobrą pogodę. Świetny przykład to jezioro Kajyngdy, inny zatopiony w wodzie las z krystalicznie czystą wodą. Gdy my tam byliśmy, krótki rękaw i spodenki były obowiązkowym ekwipunkiem. Tydzień później temperatura spadła do okolic zera, a całą okolicę pokrywała gruba warstwa śniegu. 
14. Złego słowa nie powiemy na Kazachów, bo to niezwykle serdeczni, gościnni i przyjaźni ludzie. Choć poziom znajomości języka angielskiego poza największym miastem jest minimalny (tylko rosyjski, drodzy Państwo!), to zapytani o drogę albo cokolwiek innego miejscowi nie poddają się, tylko walczą mimo przeciwności losu, aby ci pomóc. To fajne i idealnie dowodzi, że Gruzini, Ormianie i przedstawiciele wszystkich innych okolicznych nacji to w zasadniczej większości ludzie do rany przyłóż.

15. Na szersze zapoznanie się z atrakcjami południowego Kazachstanu przyjdzie czas w kolejnym wpisie. Nie ulega jednak wątpliwości, że największmi atrakcjami tego regionu są cuda przyrody. Takie jak Kanion Szaryński, który wspaniale przypomina Wielki Kanion. A także słynne jeziora: Ałmatynskie, Kolsaj czy wspomniane wcześniej Kajyngdy.

16. Z perspektywy mieszczucha i korposzczura dla mnie zdecydowanie największą atrakcją wyprawy do Kazachstanu był absolutny brak zasięgu, który osiągnęliśmy wkrótce po opuszczeniu Ałmatów. Brak Wi-Fi czy nawet zwykłego sygnału telefonicznego potrafi zdzialać cuda w kontekscie cywilizacyjnego detoksu i prawdziwego zrelaksowania się w czasie podrózy. Takich miejsc jest coraz mniej i tym mocniej należy je doceniać. Co zresztą zrobiliśmy 😉

17. Co nie zmienia faktu, że bez problemu kupicie tu za jakieś 25 PLN lokalną kartę SIM z dużym zapasem gigabajtów internetu. Ale wiecie, potrzebny był tylko do nawigacji Google Maps. Dobra, kogo ja oszukuję…

18. Kazachską walutą jest Tenge i szczęśliwie (przynajmniej w chwili pisanie tego tekstu) kurs wymiany w stosunku do złotego jest dośc łatwo przyswajalny. 100 tenge to ok. 1,07 PLN. Choć oczywiście do Kazachstanu warto zabrać ze sobą dolary lub euro na wymianę. Trochę o cenach znajdziecie też na blogu Agnieszki.
Pozostałe teksty o Kazachtanie znajdziecie tutaj.
PODOBAŁ CI SIĘ WPIS? POLUB NA 
FEJSBUKU, PODZIEL SIĘ Z INNYMI! 

Print Friendly, PDF & Email

You Might Also Like

9 komentarzy

  • Odpowiedz
    Krzysztof
    Marzec 19, 2019 at 7:18 pm

    A jechal ktos z PL swoim samochodem?

    Ile w ogole.kosztowal Was wyjazd niezaleznie od sposobu zwiedzania?

  • Odpowiedz
    Piotr
    Kwiecień 13, 2018 at 2:38 pm

    Mam pytanie, kontrola paszportowa w Astana max 20 min z odbiorem bagazu? Pytam dlatego ze tez biore Ukraine International, i zaraz po wyladowaniu zabieram lokalny samolot do Almaty? Takze ile tak mniej wiecej zajmuje czasu kontrola z bagazem i tez czy potrzebujemy tzw dwie pieczatki w paszport, tzw kwadratowe aby potem nie miec problemow administracyjnych z wylotem z powrotem? Dzieki za pomoc

  • Odpowiedz
    Justyna Wołkowska
    Marzec 26, 2018 at 12:52 pm

    Na majówkę wybieram się z chłopakiem do Kazachstanu. Lecimy do Astany, a potem lokalnymi liniami do Ałma-ata. Chcielibyśmy wynająć samochod, by pojechać chociaż do kanionu Szarynskiego. Czy mogłaby Pani polecić jakąś wypożyczalnię? Na jakie ceny powinnismy się przygotować? 

    • Odpowiedz
      Katarzyna
      Kwiecień 12, 2018 at 5:21 pm

      Cześć, mamy z chłopakiem identyczny plan na majówkę do Astany lecimy 30ego z wawy – jeśli mielibyście ochotę zwiedzić wspólnie  (w 4 ) kanion dajcie znać, mój adres k.tomczyk@opoczta.pl 🙂

    • Odpowiedz
      Slawek r
      Kwiecień 30, 2018 at 11:44 pm

      Proponuje wynająć na miejscu auto z przewodnikiem. W hotelu zawsze jest  kilka propozycji.

  • Odpowiedz
    Julia
    Styczeń 10, 2018 at 10:43 pm

    Och, jaki ten świat jest piękny. Kto by pomyślał, że kiedyś będę czytać poradniki o Kazachstanie? 🙂 Swoją drogą ten świetny. Pozdrawiam 🙂

  • Odpowiedz
    Kazachstan: Jak wynająć auto, za ile i czemu jest to „mission impossible”? - weekendowi.pl
    Październik 19, 2017 at 7:56 pm

    […] Pozostałe teksty o Kazachstanie znajdziesz tutaj. […]

  • Odpowiedz
    Agnieszka
    Październik 11, 2017 at 5:37 am

    No to mamy inne doświadczenia. U mnie – dwa lata temu – druga połowa września w Kazachstanie, to już była gruba jesień, w górach zima. Właśnie przy jeziorach Kolsay musieliśmy się zmagać z diabelnie nieprzyjemną deszczową pogodą (taką polską jesienią). Też jeśli chodzi o Kazaków mam mieszane uczucia. Nam wyszło, że im ktoś bogatszy, tym milszy. Jeśli widać było, że nie liczy każdego tenge, to wszystko było super – byli gościnni i pomocni. Ale jeśli w domu powodziło się gorzej, to już wyglądałaś dla niego, jak świnka skarbonka, którą warto rozbić.

  • Leave a Reply