Nasze podróże

Jak zmienią się nasze podróże w 2021 roku? 8 najważniejszych zmian

Czy trzeba będzie się testować i szczepić? Które kraje się otworzą? Co z cenami biletów i… czy polecimy wszędzie tam, gdzie kupimy bilety? Zebraliśmy dla Was najważniejsze rzeczy związane. 

Witamy w Nowym Roku! Jak bardzo przeczołgał Was 2020? Mamy nadzieję, że jeśli już, to tylko podróżniczo, zmieniając Wasze wyjazdowe plany. U nas było podobnie, a w kolejne 12 miesięcy wstępujemy z nowa energią i nowymi planami, choć czasem wydaje się, że nieco wbrew logice. Ale jak będzie wyglądał ten rok i co się zmieni dla podróżników? Zanurkowaliśmy w gąszcz analiz, rozporządzeń i często zmieniających się dyrektyw i stworzyliśmy dla Was listę największych zmian, których możecie się spodziewać podróżniczo w tym roku.

Chwile relaksu na Bali…

1. Szczepienia nie będą konieczne w Europie…

…ale bardzo ułatwią Wam życie. Zaczynamy z grubej rury, ale nie chcemy się wdawać w bezsensowne spory, więc jeśli masz ochotę poprosić nas o “włączenie myślenia”, to niezwykle uprzejmie wskazujemy Ci ten oto X, za którym znajdują się drzwi wyjściowe.
Jeden fakt jest bezsporny – masowe szczepienia przeciw COVID-19 to obowiązkowy warunek jakiegokolwiek ożywienia w branży lotniczej i turystycznej. Niezależnie od tego czy chcesz się szczepić czy wolisz słuchać “To nie ja byłam Ewą”. Dlaczego? Bo zwiększona odporność populacyjna sprawi, że spadnie liczba nowych zakażeń, poszczególne kraje zniosą lub poluzują restrykcje wjazdowe, zwiększy się też chęć do podróżowania, czyli wróci popyt, a w efekcie linie lotnicze zaczną dodawać nowe połączenia w atrakcyjnych kierunkach i cenach.

Czy to możliwy scenariusz jeszcze w tym roku przed wakacjami? Tak, ale wszystko zależy od tempa, w jakim będą realizowane szczepienia. Nie ukrywamy tu, że mamy nadzieję, że poszczególne kraje szybko się w tym aspekcie rozkręcą. A co z tymi, którzy nie chcą/nie mogą/nie zdążą się zaszczepić przed tymi wakacjami? Nie ma jeszcze zbyt wielu wytycznych dotyczących podróży z poszczególnych krajów Unii Europejskiej, ale wydaje się, że dla Was podróże też będą możliwe. Tyle tylko, że z szeregiem dolegliwości, których poziom będzie zależał od średniej liczby nowych zakażeń, czyli słynnego już europejskiego systemu “świateł drogowych”. Jest on banalnie prosty – w zależności od średniej liczby nowych zakażeń (te nie znikną jeszcze długo) dany kraj jest sklasyfikowany jako zielony, pomarańczowy lub czerwony i w zależności od tego poszczególne kraje mogą zastosować środki zaradcze w postaci testów na COVID-19 lub kwarantanny. Z drugiej strony – wygląda na to, że osoby posiadające ważne szczepienie będą w wielu przypadkach zwolnione z tych rygorów. Wolny wjazd dla zaszczepionych na COVID-19 od kwietnia zapowiedział już m.in. Cypr, pomysł ten rozważa Singapur i z całą pewnością lista ta wkrótce znacząco się powiększy, wraz z rosnącą liczbą zaszczepionych. Ale to nie znaczy, że tak będzie wszędzie.

2. Zaprzyjaźnij się z testem na koronawirusa

A jeśli się nie zaszczepisz (nie chcesz/nie możesz/nie zdążyłeś/nieważne), to przyjmij do wiadomości, że stanie się on w wielu przypadkach nieodłączną częścią Twoich podróży. I to zapewne na lata. Testy będą wprowadzały kolejne kraje w różnej formie: najpopularniejsze będą oczywiście testy wykonane 48 – 72 godziny przed planowaną podróżą z negatywnym wynikiem, z którym musimy się meldować na lotnisku, ale z pewnością większą popularnością będą się cieszyły szybkie testy wykonywane na lotnisku, które będą coraz dokładniejsze. To najbardziej optymistyczny scenariusz: w jego ramach jedynym poważnym problemem będzie wydłużenie czasu naszego pobytu na lotnisku przed podróżą, bo badanie naszego stanu zdrowia stanie się obowiązkową częścią lotniskowej procedury. Możliwa jest też trzecia droga (dla krajów z dużą liczbą zakażeń), czyli negatywny wynik testu po przyjeździe jako gwarancja skrócenia kwarantanny. Powszechność testów (nawet jeśli ich ceny spadną) sprawi, że…

3. …być może będziemy musieli się pożegnać z popularnymi jednodniówkami czy city breakami

Będzie to związane z mniejszym popytem i mniejszym oferowaniem linii lotniczych, ale przede wszystkim – wyższymi kosztami takich krótkich, kilkudniowych eskapad. Po podliczeniu wszystkich kosztów może się okazać, że kilkaset złotych więcej za testy dla 3-4 osób za 3-dniowy wypad to nie jest gra warta świeczki, choć wszyscy wiemy, że najlepsza włoska pizza jest w Neapolu.

4. To dokąd polecimy na wakacje?

Wiele wskazuje na to, że przy wyborze miejsc, w których spędzimy tegoroczne lato, będziemy się kierować tymi samymi kryteriami co w ubiegłym roku. Czyli? Przede wszystkim szeroko pojętym “bezpieczeństwem”, czyli relatywnie niewielką liczbą zakażeń COVID-19. Nie ulega dla mnie wątpliwości, że tak jak w zeszłym roku, najlepiej w sezon letni wejdą te kraje (czytaj: będą miały niewiele nowych zakażeń), które żyją z turystyki, a więc Grecja czy Chorwacja, gdzie już w ubiegłym roku najchętniej wyjeżdżaliśmy na urlopy. Z pewnością w to lato będą chciały do nich dołączyć Hiszpania i Włochy, które w ubiegłym roku były europejskimi epicentrami pandemii i w efekcie płaciły za to przez cały rok drastycznymi spadkami liczby turystów. Spodziewamy się więc w tych krajach pewnego poluzowania restrykcji i ponownego zaciśnięcia lockdownu wiosną, aby w szczyt sezonu wakacyjnego wejść z mniejszą liczbą zakażeń, która… będzie wabikiem dla turystów. No właśnie, będzie, bo jeśli chodzi o plany wyjazdowe…

5. …królować będzie last minute

Jeśli czegoś nauczył nas miniony rok w podróżowaniu, to chyba przede wszystkim… pewnej elastyczności i spontaniczności w planowaniu podróży. Oraz tego, żeby się zanadto nie przywiązywać, bo nawet mając bilet w wymarzone miejsce nigdy nie było pewności, że tam polecimy. Bo ktoś w ostatniej chwili wprowadzi na przykład zakaz lotów (pozdrawiamy polski rząd, jesteście mistrzami w tej kategorii) albo z dziesiątków innych powodów. W efekcie ci, którzy zdecydowali się w ubiegłym roku na dalsze podróże, kupowali bilety maksymalnie z 2-3 tygodniowym wyprzedzeniem, a linie lotnicze dostosowały się do tego. Mało tego – kusiły bardzo atrakcyjnymi cenami. A spragnieni podróżowania pasażerowie rzucili się wręcz na bilety, więc o popyt jesteśmy spokojni. Pytanie jest inne.

6. Czy będzie tak tanio jak w ubiegłym roku?

Cóż, ubiegły rok był pewną anomalią, bo przewoźnicy często sprzedawali nawet bilety poniżej kosztów, byle tylko zebrać pasażerów chętnych do latania i takich, którzy nie boją się podróżować. W tym roku… dalej będzie tanio, choć pewnie nie aż tak bardzo jak w 2020 roku. Do tego jest bardziej niż pewne, że w tym roku w liniach lotniczych będziemy obserwowali wzrost tzw. ukrytych opłat, a więc wszystkiego, czego nie obejmuje bilet. A więc na przykład opłat za bagaż – podręczny i nadawany. Będzie to więc duże pole do popisu zwłaszcza dla naszych ulubieńców, a więc Ryanaira czy Wizz Aira, którzy zresztą już zaczęli działać w tym temacie. Śledźcie więc uważnie cenniki dodatkowych opłat, kochani!
Dobra, wróćmy teraz do naszego ulubionego tematu, czyli szczepionek.

7. Gdzie nie pojedziemy bez zastrzyków?

Z pewnością w tym roku pojawią się kraje, które postawią przed Wami warunek: szczepisz się albo zapraszamy kiedy indziej. Które to państwa? W pierwszej kolejności przychodzi na myśl Australia, która ma praktycznie zamknięte granice od marca i wiele wskazuje na to, że pozostaną one zamknięte jeszcze przez jakiś czas. Świadczy o tym choćby agresywna reakcja wicepremiera tego kraju, gdy kilka dni temu linia Qantas zapowiedziała, że planuje wznowienie lotów międzynarodowych od lipca 2021 roku. Reakcja wicepremiera? W telegraficznym skrócie: “To rząd zdecyduje, kiedy loty będą wznowione”. Ale ciekawsza w tym kontekście jest wypowiedź prezesa linii Qantas z listopada, który zapowiedział, że na pokłady jego samolotów wejdą tylko zaszczepieni pasażerowie (nie licząc tych, którzy nie mogą np. Ze względów zdrowotnych) i że takie same zasady wprowadzi zapewne Australia przy przekraczaniu granicy. Mamy więc pierwszy przykład, jednak na jego potwierdzenie będziemy musieli poczekać do faktycznego wznowienia lotów. Kto jeszcze może pójść tą drogą? Sama nasuwa się Nowa Zelandia, która od wiosny żyje w podobnej izolacji jak obecnie Australia. Ale także kraje Azji Południowo-Wschodniej, czyli np. Tajlandia i Wietnam, którym udało się utrzymać naprawdę niewielką liczbę zakażeń, ale kosztem dużych restrykcji i całkowitego zamknięcia na turystykę. Każdy medal ma jednak dwie strony, bo dla żyjących z turystyki miejscowych to dramat. Obecnie Tajlandia próbuje wznowić ruch turystyczny, ale wymogi (2 testy COVID, kwarantanna, minimum 30 dni pobytu) sprawiają, że raczej trudno mówić o tym, że turyści wrócą masowo. Certyfikat zaszczepienia na COVID-19 mógłby choć częściowo rozwiązać ten problem. Eksperci są zresztą przekonani, że Azja Południowo-Wschodnia będzie wymagała szczepień dla turystów – twierdzi tak choćby prezes znanej taniej linii AirAsia Tony Fernandes.

8. Dokąd nie polecimy w 2021 roku?

Odpowiedź na to pytanie przypomina trochę wróżenie z fusów, choć znów musimy wskazać na Australię, która nie będzie się spieszyła z otwarciem granic. Ze znoszeniem restrykcji nie będą się też spieszyli w Chinach ani w Stanach Zjednoczonych, gdzie obecnie granice są zamknięte do końca marca i trudno powiedzieć, czy termin ten nie będzie przedłużony (zważywszy na to, że Amerykanie nie najlepiej radzą sobie z pandemią). Niezwykle ciekawe będzie za to, jak z otwarciem granic poradzi sobie Japonia, która w lipcu i sierpniu zorganizuje w Tokio letnie igrzyska, opóźnione o rok. Czy na trybunach będą obecni kibice, zwłaszcza ci zagraniczni? Byłoby to bardzo wskazane, ale znów – wszystko zależy od postępu pandemii i tego, jak szybko będzie ona nas opuszczała.

PODOBAŁ CI SIĘ WPIS? POLUB NAS FEJSBUKU, ZAJRZYJ TEŻ NA INSTAGRAM!

You Might Also Like

No Comments

Leave a Reply