Azja

24 godziny w Kuala Lumpur. Jak najlepiej spędzić czas w stolicy Malezji?

W Kuala Lumpur z pewnością można bez nudy spędzić nawet tydzień, ale co zrobić, jeśli jesteśmy tu tylko przelotem? Podpowiadamy – gdzie nocować, czym się poruszać i jakich pułapek uniknąć.

Na naszej podróżniczej drodze Kuala Lumpur było tylko krótkim, jednodniowym przystankiem. Z jednej strony – trochę żałowaliśmy. Z drugiej – skoro naszym następnym przystankiem było Bali, to jakoś to przeżyliśmy i zabraliśmy się za szybkie planowanie ekspresowego zwiedzania 🙂 
Do Kuala Lumpur przylecieliśmy wczesnym przedpołudniem z Singapuru, następnego ranka mieliśmy stąd lecieć dalej. W związku z tym zdecydowaliśmy się na hotel przy lotnisku. I tutaj zapłaciliśmy frycowe po raz pierwszy – nasz wybór padł bowiem na Tune Hotel Aeropolis. Skusiła nas niska cena (w promocji jakieś 50 PLN za dwójkę) oraz potencjalnie niewielka odległość od lotniska. Szybko jednak okazało się, że do naszego termnalu (KLiA 2) wcale nie jest tak blisko, a opcje dojazdu są bardzo ograniczone. Jest co prawda bezpłatny autobus, który z hotelu dowiezie Was pod sam terminal, ale trzeba się na niego zapisywać z wyprzedzeniem. A jak możecie sobie wyobrazić – cieszą się one ogromną popularnością wśród hotelowych gości. W związku z tym po chwili zawahania postanowiliśmy zmienić hotel na ten zlokalizowany tuż przy terminalu. Znacznie droższy (ok. 250 PLN), ale za to z pysznym śniadaniem i bez konieczności przebijania się przez poranne korki z miasta, aby dostać się na lotnisko.
Czasu nie było wiele, więc od razu udaliśmy się do miasta. Mieliśmy dwa główne cele zwiedzania: świątynie Batu Caves oraz imponujący budynek Petronas Towers, który kiedyś był najwyższym wieżowcem świata. W tym miejscu stajecie przed koniecznością wyboru środka transportu. Najszybszą opcją wydaje się pociąg KLiA Express, który dojeżdża na dworzec KL Sentral w 33 minuty. Niestety, jego wadą jest cena – bilet normalny w obie strony kosztuje 100 ringgitów, czyli ok. 90 PLN, bilet ulgowy dla dzieci – ok. 40 PLN. W tej sytuacji zdecydowaliśmy się na autobus – odjeżdżają spod głównego wejścia pod terminalem praktycznie co chwila. Podróż na dworzec trwa co prawda godzinę, ale bilety można ogarnąć znacznie taniej – ceny w 1 stronę zaczynają się od 12 MYR, czyli ok. 10 PLN. Wsiedliśmy, przejechaliśmy i wylądowaliśmy na dworcu z zamiarem szybkiego przemieszczenia się do słynnych jaskiń. Jak to zrobić? 
Najszybszym sposobem jest taksówka (albo tutejszy Uber czyli Grab), jednak nie jest to rozwiązanie najtańsze. W tej sytuacji nasz wybór padł na pociąg KLM Komuter Train, gdzie bilet kosztuje tylko 2 RM od osoby. Niestety, poważną wadą tego rozwiązania jest czas podróży – teoretycznie pociągi kursują nawet co 20 minut, a według oficjalnych rozkładów podróż nie powinna zabrać więcej niż 30 minut. Niestety (może to nasze szczęście?) nasz pociąg wlókł się prawie godzinę, zanim ostatecznie dotarliśmy do słynnych jaskiń i ujrzeliśmy z oddali majestatyczny pomnik Lorda Murugana. Zresztą, pomnik jak pomnik – może wyjdziemy na powierzchownych (trudno!), ale naszą główną motywacją do wybrania się do Batu Caves były… słynne schody prowadzące do jaskiń, które zwłaszcza teraz, po efektownym odmalowaniu we wszystkie kolory tęczy absolutnie zachwycają. Swoją drogą – ponoć ich odmalowanie okazało się samowolą budowlaną i w sprawie prowadzone jest jakieś śledztwo. Naszym zdaniem to sporych rozmiarów absurd, bo schody idealnie komponują się z pełnymi kolorów hinduskimi świątyniami otaczającymi to miejsce.
 
Atrakcje Batu Caves (w zdecydowanej większości darmowe) opiszemy wkrótce, teraz zwrócimy Wam tylko uwagę na jedną rzecz: uważajcie na małpy! Wolno biegające makaki są teoretycznie jedną z największych atrakcji tego miejsca (wiecie, coś jak na gibraltarskim Top of the Rock), ale niestety, ludzie dość mocno je rozbestwili. Efektów możecie się domyślać: urocze małpki chodzą sobie luzem, co jest całkiem spoko, ale wcale spoko nie jest już to, że podbiegają do ludzi i próbują im zabrać jedzenie. Ofiarą takiego głodomora padła m.in. Helena – małpka podbiegła, hyc! i zabrała loda. Cóż było robić – kupiliśmy drugiego i wzmogliśmy środki bezpieczeństwa – przyczajony i bacznie rozglądający się dookoła tata wyglądał obok Heli prawie jak ochrona papieża. Oczywiście, małpom to specjalnie nie przeszkadzało i już po chwili przy Heli znalazła się mała gromadka kolejnych chętnych na deser.

– Mister! Trzeba krzyczeć i odganiać! One się boją! – krzyknął za mną lokalny sprzedawca. No to krzyknąłem. Zero reakcji. To znaczy reakcja była – wymowne spojrzenie w stylu WTF. Dopiero szybki krok i “postraszenie” podziałały i Heldon mógł w końcu w spokoju zjeść loda. Mały pozytyw – już do końca wyjazdu nie męczyła nas, że chce zobaczyć małpki na żywo 😉

Same jaskinie to miejsce, które jak najbardziej trzeba zobaczyć. Szacowany czas zwiedzania? Trzeba liczyć spokojnie przynajmniej 3 godziny. Nam zajęło to mniej więcej tyle czasu i ruszyliśmy w podróż powrotną. Tu kolejna uwaga – lepiej zawczasu sprawdźcie rozkład, bo w wieczornej porze pociągi kursują średnio co godzinę, więc jeśli się nie wstrzelicie, czeka Was dość nudne oczekiwanie na peronie. Jesteśmy z powrotem na KL Sentral i mimo solidnego zmęczenia od razu ruszamy w dalszą podróż, by zobaczyć Petronas Towers.

Ten symbol Kuala Lumpur dzisiaj pewnie nie robi takiego wrażenia jak kiedyś, jednak ze względu na bardzo oryginalną architekturą to właśnie tutaj trafia każdy turysta, który odwiedza stolicę Malezji. I trudno się dziwić – mierzące po 452 metry bliźniacze wieże od 1998 do 2004 roku były najwyższymi wieżowcami świata. Dzisiaj to miano dzierży dubajski Burdź Kalifa – mierzący aż 829,8 metrów! Spora różnica, co? Dostanie się do wieżowca z dworca jest banalnie proste: kupujemy bilety na metro (linia Kelana Jaya Line) i wsiadamy w pociąg jadący w stronę Gombak. Wysiadamy po ok. 12 minutach na stacji KLCC, która znajduje się praktycznie pod wieżami. Wystarczy więc kilkaset metrów spaceru, aby podziwiać na żywo imponujące dzieło architektów. A skoro już tu jesteśmy, to… może warto wjechać na górę? Taras widokowy Petronas Towers jest czynny od wtorku do niedzieli w godzinach 9-21. Bilety można kupować w kasach lub przez internet, choć musicie mieć na uwadze, że pula wejściówek on-line bardzo szybko się kurczy i trzeba je rezerwować z przynajmniej kilkudniowym wyprzedzeniem. Jeśli mamy mało czasu, a zależy nam na wejściu, zostaje nam tylko stacjonarna kasa w samym wieżowcu. Ceny biletów to 80 MYR dla dorosłych i 33 MYR dla dzieci do 12 roku życia. Ważna uwaga: kasy biletowe otwierają się o 8.30 rano i często dzieje się tak, że już po kilkunastu minutach pula wejściówek na cały dzień znika. Warto więc się pospieszyć lub… liczyć na łut szczęścia. Jeśli tego szczęścia Wam zabraknie… lub bardzo lubicie tarasy obserwacyjne, polecamy koniecznie wizytę na KL Tower, znaną też pod nazwą Menara Kuala Lumpur. Ta wieża telekomunikacyjna oddana do użytku w 1995 roku także oferuje fenomenalną panoramę na miasto, ale też… prawdopodobnie najlepszy widok na Petronas Towers. KL Tower jest co prawda niższa od Petronas Towers, ale ponieważ znajduje się na tzw. Ananasowym Wzgórzu, to sprawia wrażenie wyższej od słynnych dwoch wież. Jeśli znajdziecie chwilę, z pewnością warto odwiedzić to miejsce. 
Godnych uwagi miejsc w Kuala Lumpur jest z pewnością więcej, ale jak się nie ma, co się lubi, to się lubi, co się ma. Z pewnością stolica Malezji sprawia pozytywne wrażenie, a ponieważ lotnisko w Kuala Lumpur jest dużym hubem przesiadkowym do wielu krajów Azji Południowo-Wschodniej, to jesteśmy dziwnie spokojni, że jeszcze będzie okazja poznać się z tym miastem bliżej.

Print Friendly, PDF & Email

You Might Also Like

No Comments

Leave a Reply