Azja

Park Narodowy Ałtyn Emel: Jak zwiedzić za grosze ukrytą perłę Kazachstanu

To chyba jedyne miejsce na świecie, gdzie bez uprawnień poczujesz się jak pilot odrzutowego samolotu. A jeśli wstaniesz odpowiednio wcześnie, masz szansę oprócz pięknych widoków zaliczyć wspaniałe safari.

Ałtyn Emel to jedna z obowiązkowych atrakcji podczas wizyty w południowym Kazachstanie. Już sama nazwa, oznaczająca w wolnym tłumaczeniu „złote siodło” zachęca do wizyty w miejscu, w którym pustynne stepy mieszają się z wysokimi górami i piaszczystymi wydmami. Jest to też jedyne miejsce na naszej trasie, którego zwiedzanie wiąże się z poważniejszymi formalnościami niż zwyczajne wpłata równowartości 10 PLN u strażnika w budce. Dla niektórych formalności te mogą być odstręczające, inni mogą uznać, że wygodniej im będzie wynająć przewodnika, wykupić wycieczkę lub – nie daj Boże – taksówkę! Czemu aż tak? Nie chcemy absolutnie zniechęcać, ale odkąd przy jeziorze Kolsaj spotkaliśmy grupkę Polaków, którzy pytali nas o to czy daleko „do tego jeziora z drzewami wystającymi z wody”, to uznajemy, że ten środek transportu raczej nie nadaje się do dłuższych wypraw z Ałmatów. Tym bardziej, że do Ałtyn Emel z byłej stolicy Kazachstanu jest aż 260 kilometrów.
Droga do Ałtyn Emel prowadzi przez miejscowość Basszi, która ewidentnie żyje z turystów odwiedzających park. Dlatego też należy ignorować wszelkie zapytania w sprawie ewentualnego noclegu i z miejsca skierować się do biura parku narodowego, gdzie kupujemy bilety i „rejestrujemy” nasze auto. Trzeba pamiętać, że biuro zamyka się o godzinie 18 i po tej godzinie nic już nie załatwimy. Trzeba się więc pospieszyć, bo biuro zaczyna pracę o godzinie 9, a w naszym interesie jest, aby na teren parku narodowego wjechać jako jedni z pierwszych lub najlepiej pierwsi, gdy tuż po 7 rano strażnik podniesie szlaban. Czemu tak? Na terenie parku znajduje się przynajmniej 155 gatunków ptaków i kilkadziesiąt gatunków zwierząt. Wjeżdżając rano i jadąc stepową drogą w stronę Śpiewającej Wydmy macie olbrzymią szansę na obejrzenie stada gazeli czarnoogonowej, lisów czy innych niesamowitych zwierząt, które jak gdyby nigdy nic, spacerują sobie w pobliżu głównej drogi. Oczywiście, gdy ruch na drodze się zwiększy, po zwierzętach nie będzie już ani śladu. Nawet jednak wtedy będzie co oglądać – przede wszystkim rzadkie gatunki sępów i orłów, wyczekujących i wzbijających się do lotu w odległości kilku metrów od waszego samochodu.
Zachęceni? W takim razie przejdźmy do rejestracji. Bilet dla jednej osoby kosztuje 1012 KZT od osoby, do tego należy doliczyć kilkaset KZT za wynajem auta (szczegóły znajdziecie na tej stronie). Przy okazji najlepiej poprosić o możliwość noclegu w gospodarstwie strażników parkowych, który znajduje się przy pierwszym szlabanie do parku narodowego. Nie dość, że jest bardzo tanio, to jeszcze znajdujecie się w idealnym punkcie, aby skoroświt ruszyć na zwiedzanie. Ah, w tym miejscu jeszcze jedna ważna uwaga: koniecznie zabierzcie ze sobą zapas wody i jedzenia. Warto także mieć pełny bak paliwa – do samej Śpiewającej Wydmy od pierwszego szlabanu jest ponad 50 kilometrów.
Droga prowadzi przez step i jest piaszczysto-żwirowa, co sprawia, że nie da się po niej pruć zbyt szybko. Można jednak podziwiać fajne krajobrazy w oddali i wypatrywać zwierzaków czających się w krzakach. Po ok. 30 kilometrów dojżdżamy do drugiego szlabanu, przy którym musimy pokazać dokumenty, które otrzymaliśmy w biurze parku.
Po jakiejś pół godzinie docieramy do słynnej Wydmy, która przy bliższym kontakcie z nią emituje głośne dźwięki. Dla jednych to sygnał dudnienia, dla mnie – silnik odrzutowca, takie lekkie skrzywienie zawodowe. Aby wywołać dudnienie, można spróbować pobiegać po wydmie, natomiast już same podejście pod nią sprawia, że bieg jest ostatnim, na co masz ochotę.
W tej sytuacji jedyną akceptowalną metodą na wydmowy koncert jest zjechanie z wydmy na tyłku lub jakiejkolwiek innej części ciała. Mocne wrażenie murowane.
To jedna z dwóch największych atrakcji Ałtyn Emel. Drugą są znajdujące się po drugiej stronie parku wielokolorowe góry Aktau. Tam nie dotarliśmy, bo… trochę zmyliły nas miejscowe przepisy. Ponoć według regulaminu do Aktau można dojechać tylko samochodem z napędem 4×4. Natomiast spotkany przy wydmach przewodnik stwierdził, że to nieprawda, a droga jest na tyle dobra, by dojechać tam naszym pikaczento. Pokazał chwilę potem małżeństwo młodych Rosjan, którzy pruli ile fabryka dała swoją zdezelowaną Ładą. No tak, ale takiego auta to jednak nie szkoda…
Ostatecznie nie zdecydowaliśmy się na podróż (i tak musielibyśmy wrócić się do Basszi po dodatkową przepustkę, co wydłużyłoby czas naszej wyprawy), dając się namówić Helce na to, by znaleźć w Kazachstanie hotel z basenem (udało się, a przy tym to świetna wymówka, że przecież dziecku nie odmówisz 😉 ). Kiedy więc będziecie załatwiać formalności w biurze parku, weźcie też zgodę na podróż w góry Aktau. Z fotografii (choćby z bloga pozautartymszlakiemi) widać, że to przepiękne miejsce i warto tam pojechać. Mapkę parku z zaznaczonymi atrakcjami znajdziecie tu.

O Kazachstanie poczytacie również tutaj.

PODOBAŁ CI SIĘ WPIS? POLUB NA FEJSBUKU, PODZIEL SIĘ Z INNYMI! 

Print Friendly, PDF & Email

You Might Also Like

1 Comment

  • Odpowiedz
    Tomasz
    Luty 26, 2018 at 11:34 pm

    I to się nazywa rodzinna pasja. Super, to jest godne pochwały 🙂 Świetną mieliście wyprawę!

  • Leave a Reply