Warning: file_exists(): open_basedir restriction in effect. File(core/post-comments) is not within the allowed path(s): (/home/weekendowi/domains/weekendowi.pl:/tmp:/var/tmp:/home/weekendowi/.tmp:/home/weekendowi/.php:/usr/local/php:/opt/alt:/etc/pki) in /home/weekendowi/domains/weekendowi.pl/public_html/wp-includes/blocks.php on line 532
Pozytywny tekst o lotnisku w Modlinie. Nie, nie zwariowałem - weekendowi.pl
Uncategorized

Pozytywny tekst o lotnisku w Modlinie. Nie, nie zwariowałem

Przy wszystkich wadach najbardziej pechowego portu lotniczego w Polsce, lotnisko w Modlinie miło nas swego czasu zaskoczyło. A wszystko w myśl zasady „Czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal”.

Ten tekst nie będzie o tym, że:

– tylko debil buduje lotnisko w widłach dwóch wielkich rzek bez systemu ILS naprowadzającego samoloty w warunkach gęstej mgły;

– nie żal mi niektórych właścicieli przylotniskowych parkingów, których pazerność na kasę przekracza granice zdrowego rozsądku;

– od ponad 6 lat, kiedy zaczęły się przygotowania do budowy lotniska, nie udało się zbudować toru kolejowego, dzięki któremu z centrum Warszawy pod samo lotnisko kursowałyby regularne pociągi. A tor to przecież ogromny – jego planowana długość to aż 5,5 kilometra

– premier Donald broniąc prezydent Hani odłożył na czas nieokreślony budowę obwodnicy Łomianek, dzięki czemu w tzw. szczycie dotarcie z centrum autem w 29 minut można między bajki włożyć, szanowny panie O’Leary

A o czym będzie? Ano o tym, że dopóki Ty albo ktoś Ci bliski nie zacznie jeździć na wózku inwalidzkim, to będziesz miał w nosie nierówne chodniki, wysokie krawężniki, krótki cykl świateł dla pieszych i szereg innych udogodnień. A dopóki nie masz dziecka, to wybierając restaurację masz w nosie to, czy dysponuje ona przewijakiem lub jakimiś rozrywkami dla najmłodszych. Chociaż nie: gdy widzisz, że knajpa ma coś takiego, raczej z niej uciekasz, bo spożywanie obiadu w rytm chóralnego ryku kilkunastu berbeci to nie jest dobry pomysł na spędzenie popołudnia.

Piszę o tym, żeby…pochwalić lotnisko w Modlinie, które po 10 miesięcznej absencji wraca do regularnego obsługiwania pasażerów. Co prawda tylko tych latających Ryanairem, ale zawsze to coś.

Panie O'Leary…. <foch>

O samym Rajanie nie mam zresztą najlepszego zdania. I nie chodzi tu tylko o zachowującego się jak pajac Michaela O’Leary’ego. Ani nawet o te słynne wielomilionowe kontrakty na promocję i reklamę z samorządami, dzięki którym Ryanair lata z wielu lotnisk, z których normalnie kompletnie by mu się to nie opłacało. Podpisując takie umowy, firma robi przy tym w jajo całą UE, która zakazuje przecież subsydiowania linii lotniczych. „Ale to żadna pomoc” – bronią się zawsze Ryanair i władze konkretnego lotniska. „Bo za te kilka milionów mamy zagwarantowaną wielką reklamę w magazynie pokładowym Ryanair i w innych broszurkach, a w ogóle to w tej sprawie zorganizowany był przetarg i każdy mógł się zgłosić” – tak (choć po części to nieprawda) brzmią zazwyczaj oświadczenia jednej lub obu stron.

Pretensji nie mam, bo samorządy muszą jakoś naganiać te tanie linie po to, by marszałkowie nie poszli siedzieć za wielomilionowe inwestycje w lotniska, które potem stoją puste (z tego miejsca pragnę pozdrowić port lotniczy w Babimoście, z którego aktualnie odprawiany jest jeden regularny samolot rejsowy na dobę). A Ryanair tylko z tego korzysta, w zamian dając tanie bilety.

No właśnie – czy aby na pewno? Bo najbardziej w Rajanie wnerwia mnie właśnie to, że tak na dobrą sprawę tonie jest jakaś szczególnie tania linia. Żeby nie było: nie oczekuję, że ktoś będzie mnie "przelatywał" do Europy za złotówkę plus VAT. Mało tego: uważam, że jak ktoś Ci daje dobrą, dumpingową cenę za przelot, to lecieć można i w schowku na szczotki.

Ale teraz poważnie: odkąd wrócili do Warszawy kilka razy sobie wylatywaliśmy gdzieś i zawsze tak się składało, że w interesujących nas terminach tańszą ofertę miał Wizz Air. Ryanairem lecieliśmy w sumie chyba tylko raz: zapamiętałem z tego lotu przede wszystkim nachalne reklamy (obklejone siedzenia, uprzejme komunikaty reklamowe powtarzane co 10-15 minut przez megafon), niesamowity ścisk i ludzi tratujących się prawie przy wkładaniu swoich wypchanych walizek do luków bagażowych (w tym momencie zacząłem rozumieć, czemu Wizz Air mówił parę miesięcy temu, że wprowadzenie opłat za większe plecaki i bagaże poprawi komfort podróżujących  w samolotach).

A ostatnio Ryanair podpadł mi tą horrendalną opłatą za niemowlaka – to tak a’propos rzeczy, na które nie zwracamy uwagi, gdy nie musimy. Poważnie – zryczałtowana stawka w wysokości 142 zł w jedną stronę dla berbecia w wieku do 24 miesięcy to jednak jest trochę kasy. Zwłaszcza, że w zamian w regulaminie czytamy, że dziecko ma cały lot spędzić na kolanach jednego z rodziców, przewoźnik nie zapewnia przewijaka  ani nawet możliwości podgrzania pokarmu. Spoko, rozumiem, że muszą gdzieś zarobić i nie jestem aż tak roszczeniowym Polaczkiem. Tyle tylko, że to kolejny argument za wybraniem konkurencji spod znaku lila róż, która ma o niebo lepsze rozwiązania dla młodych stażem rodziców.

Ale my tu gadu gadu, a miało być o Modlinie. I to pozytywnie.

Przy wszystkich niedoróbkach tego lotniska, w jednym jego pracownicy naprawdę mi zaimponowali: w podejściu do osób niepełnosprawnych.

Sytuacja miała miejsce w sierpniu zeszłego roku, a „w roli” osoby niepełnosprawnej wystąpiła moja żona, która miesiąc wcześniej złamała nogę. Gorszego terminu sobie znaleźć nie mogła, bo mieliśmy już wykupione bilety na długi weekend do Oslo. Gips zdjęto jej dopiero na 2 dni przed wylotem. I co? Każdy by pewnie zrezygnował, ale nie moja szanowna małżonka. Udaliśmy się więc na lotnisko zaopatrzeni w kule i wózek, na którym usadowiła się moja lepsza połowa.

Na lotnisku wszyscy byli dla nas przemili – może jakoś pomóc, poniosę bagaże, może wrzucimy pani wózek do luku, a pani pojedzie naszym – wygodniejszym? A kiedy przyszła godzina lotu i wszystkie Polaczki jak dzikie rzuciły się do bramki, miły pan z obsługi lotniska wyłowił nas i zabrał do specjalnego autka, którym przetransportował pod sam samolot. Następnie zaś uruchomił podnośnik, żeby Iza nie musiała się męczyć na schodach. A w samolocie oczywiście usadzono nas w pierwszym rzędzie, z większą przestrzenią na nogi – bez żadnych dodatkowych opłat.

Nie wiem, być może takie zachowanie to jest standard, ale byłem pod wrażeniem profesjonalnej obsługi. I nabrałem większego szacunku dla trudów, jakie muszą znosić osoby niepełnosprawne.

Na razie nie mamy w planach żadnych lotów z Modlina i nie wiemy, kiedy to się zmieni. Jak na razie Wizzair jest wciąż dla nas tańszy od Rajana. Nawet jak bilet jest trochę droższy – bo przecież lecąc z Modlina trzeba doliczyć godzinę na dojazd, kasę na paliwo (w obie strony dobre 90 km) i na parking (z walizami możemy się tachać metrem, pociągiem i jeszcze autobusem na miejscu docelowym). Jak sobie to zsumujemy, to cienko widzę ten Modlin…

PODOBAŁ CI SIĘ WPIS? POLUB NA FEJSBUKU, PODZIEL SIĘ Z INNYMI! 

Jesteśmy podróżniczą rodziną. Poznaliśmy się w 2007 r. i od razu okazało się, że podróże to jedna z naszych wspólnych pasji. I tak jeździmy razem przez życie. W 2011 r. wzięliśmy ślub, a od sierpnia 2013 r. dołączyła do nas Helenka. Nasza kochana córka od razu złapała podróżniczego bakcyla. Ale nie mogło być inaczej – już w brzuchu mamy zwiedzała m.in. Izrael i Islandię, a pierwszą świadomą podróż – samochodowy trip po Bałkanach – zaliczyła mając 12 tygodni. Obecnie jest nas czwórka do zespołu dołączyła druga córka Idalia.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *