Nasze podróże

Jedz, pij i szalej! Testujemy statek wycieczkowy wart miliard dolarów z torem gokartowym i laser tagiem na dachu

Świeżo oddany do użytku statek Norwegian Encore to tak naprawdę małe miasto – w kajutach na 16 poziomach pomieści się 4 tysiące pasażerów, o których dba 1,7 tysiąca obsługi pracującej w dziesiątkach barów, restauracji i innych miejsc, gdzie można świetnie spędzić czas. Czego spodziewać się po rejsie na statku wycieczkowym? Zapraszamy na wycieczkę do krainy luksusu!

– Gdzie się wybierasz?
– Na rejs statkiem wycieczkowym.
– Super! Na Bahamy?
– Nie, do Bremerhaven…
– Eeee, a dokąd płyniecie?
– Przez Morze Północne do Southampton.
– W listopadzie, tak? To… przyjemnej podróży.

Tak mniej więcej mogła wyglądać jedna z rozmów, gdy chwaliliśmy się, że pod koniec października będziemy gościli podczas premierowego rejsu luksusowego statku Norwegian Encore. Statku, który lada moment będzie woził bogatych Amerykanów (i nie tylko) na Bahamy i Karaiby. Statku, który zachwyca swoim ogromem i mnogością opcji spędzania wolnego czasu. Ale do tego przejdziemy za chwilę. Zacznijmy od początku. Tuż po godzinie 12 docieramy do portu w Bremerhaven i już z oddali widzimy nasz cel – nie może być inaczej, bo w najwyższym punkcie widokowym statek ma ponad 60 metrów wysokości. Dodajmy do tego 334 metry długości i 41 metrów szerokości – to prawdziwy kolos, który przez najbliższe 2 dni będzie naszym domem.

Po szybkiej odprawie, która nieco przypomina tę dokonywaną na lotnisku meldujemy się w naszej kajucie – nie jest ogromna, ale ma wszystko, czego potrzeba, a jej zdecydowanie najlepszym punktem jest spory taras z widokiem na morze. Można siedzieć i podziwiać, choć tak naprawdę atrakcji jest tu zdecydowanie więcej. Szybko więc wybieramy się na eksplorację statku, zaczynając od… obiadu. I nie jest to taka prosta sprawa, bo na statku znajduje się w sumie aż 29 restauracji, specjalizujących się w przeróżnych daniach z całego świata: jest specjalizujący się w stekach Cagney’s, Q Texas Smokehouse, restauracja z daniami kuchni japońskiej, hinduskiej, włoskiej, a nawet, jakby żywcem przeniesiony z USA amerykański diner, zlokalizowany na samej górze (tam ostatecznie nie trafiliśmy, bo cały czas były kolejki do stolików). Nasz wybór trafił więc na Garden Cafe – olbrzymią restaurację-bufet, gdzie serwowano śniadania, obiady i kolacje od wczesnego ranka do późnego wieczoru. Miejsce ogromne, ale też z ogromnym wyborem produktów: do wyboru mieliśmy dania z różnych stron świata, począwszy od azjatyckich specjałów przez steki, desery i wszystko, czego tylko dusza może zapragnąć. Jest pięknie, choć akurat w moim przypadku wróciły demony przeszłości: o ile istnieje coś takiego jak “syndrom sztokholmski”, to ja cierpię najwyraźniej na “syndrom szwedzkiego stołu”. W efekcie, gdy siłą woli staram się ominąć stanowisko z deserami i widzę kucharza, który nakłada świeżą porcję szarpanej wieprzowiny już wiem, że to skończy się, tak jak… ale trudno, pożałuję później. W ciągu 2 dni odwiedzamy jeszcze kilka restauracji (wszystkich z przyczyn obiektywnych nie jesteśmy w stanie): z całą pewnością duże wrażenie robi na nas lokal Onda by Scarpetta, uchodzący za jedną z najlepszych restauracji na świecie, specjalizujących się we włoskiej kuchni. Owoce morza, makarony, budino? Można wybierać i przebierać. Po obiedzie bierzemy jeszcze udział w obowiązkowej odprawie bezpieczeństwa: zgromadzeni w ogromnej sali teatralnej na kilkaset osób wysłuchaliśmy szczegółowych instrukcji na temat rozmieszczenia szalup ratunkowych i wszelkich innych potencjalnych zagrożeń. Znów: procedura prawie taka sama jak w liniach lotniczych, jednak ze względu na specyfikę i rozmiary statku wycieczkowego, znacznie bardziej rozbudowana.

Gokarty, baseny i laser tag!
Następnie zaczęliśmy eksplorować dostępne dla pasażerów atrakcje, a tych w ciągu dnia nie brakuje. Zdecydowanie najciekawiej jest na górnym pokładzie, gdzie zlokalizowano główną strefę rekreacyjną. Znajdują się tam leżaki, kilka jacuzzi z imponującymi widokami na morze, basen i fantastyczna zjeżdżalnia, choć oczywiście przełom października i listopada nie jest najlepszym czasem na korzystanie z tych atrakcji. Ale skoro górny pokład jest tak duży, to przecież nie koniec atrakcji: na pierwszy plan wysuwa się dwupoziomowy tor kartingowy, zlokalizowany na górnym pokładzie! Wspaniała konstrukcja, gwarantująca duże emocje, choć niestety bardzo oblegana przez gości. Podobnie jest z sąsiednią atrakcją, czyli specjalnym polem do laser tag, czyli walki dwóch zespołów, strzelających do siebie ze specjalnych pistoletów. A gdy pogoda nie dopisuje (tak było w naszym przypadku), zdecydowanie większą popularnością cieszy się “Galaxy Pavillon”, czyli… olbrzymi salon gier, w którym możemy zanurzyć się w świat wirtualnej rzeczywistości i technologii 3D. Nasz faworyt to symulator wyścigowego bolidu, w którym oprócz odpowiednich wibracji maszyna dba o doznania dla wszystkich naszych zmysłów – w bolidzie są m.in. zamontowane specjalne dmuchawy, które symulują podmuch wiatru i dostosowują go do prędkości, którą akurat rozwijamy na torze. Im bliżej wieczora, w tym bardziej rozrywkowy nastrój wpadaliśmy, a trzeba przyznać, że jest to najmocniejsza strona statku Norwegian Encore. Wspominaliśmy już o restauracjach, teraz wspomnijmy więc o kilkunastu barach – każdy z nich ma osobną “specjalizację” i specjalne receptury drinków. Są też osobne bary z dobrym winem i whisky z najlepszych roczników, a także… pub z kilkunastoma gatunkami craftowego piwa. Miłośnicy IPA, AIPA i innych rodzajów szlachetnego trunku powinni być zadowoleni. Przy okazji, dość zabawna ciekawostka: choć bary praktycznie przez cały dzień były oblegane, to i tak największe kolejki były do… Starbucksa i to niezależnie od pory dnia. Drinki drinkami, ale sojowe frapuccino czy dyniowa latte to absolutny mus tak na lądzie, jak i na wodzie!

Poczuj się jak na Broadwayu!
Ale zdecydowanie największą atrakcją statku wycieczkowego jest oferta stricte rozrywkowa. Wspominaliśmy już o ogromnej sali teatralnej – to tutaj wieczorami dzieją się najciekawsze rzeczy, czyli występy muzyczne, koncerty i… musicale. I musimy przyznać, że ofertą Norwegiana byliśmy zachwyceni. Pierwszego wieczoru wystąpił przed nami “Choir of Men” – jak sama nazwa wskazuje, jest to charyzmatyczny męski chór, który z wielką ekspresją wykonuje największe muzyczne szlagiery. Trwający grubo ponad godzinę show to spektakl w broadwayowskim stylu, ale jednocześnie prowadzony w dość niezobowiązującej i swobodnej atmosferze. Wystarczy spojrzeć na scenografię, którą jest… pub, w którym bohaterowie spektaklu spotykają się, by pogadać przy piwie. I zapraszają widzów – przed spektaklem każdy może wejść na scenie i… napić się piwka ze śpiewającą załogą. A potem zaczyna się show, który na długo pozostanie nam w pamięci. Zresztą, zobaczcie sami.

Dzień później było równie ciekawie: mogliśmy bowiem obejrzeć zrealizowany z wielkim rozmachem musical “Kinky Boots” – fenomenalny spektakl z muzyką i tekstami Cyndi Lauper która zdobyła szereg prestiżowych musicalowych wyróżnień, m.in. kilka nagród Tony.

Ale kto nie ma dosyć, może ruszyć dalej w świat rozrywki, choćby koncertów na żywo. Tutaj naszym zdecydowanym faworytem był “The Cavern” – pub inspirowany słynnym lokalem w Liverpoolu, gdzie zaczynali Beatlesi. Oczywiście, w środku nie mogło zabraknąć cover bandu, który ze swadą grał najlepsze kawałki Ringo, Jonna, George’a i Paula McCartneya.

Mało? Miłośnicy tanecznych rytmów znajdą na pokładzie klub muzyczny, gdzie do późnej nocy najlepsi DJ-e będą wygrywać największe hity. Ale nie tylko – podczas naszej wizyty gremialnie opanowaliśmy parkiet podczas szalonego silent disco!

Trochę więcej luksusu? Witajcie w Heaven
Szczególne miejsce na statku zajmuje Haven – część niedostępna dla zwykłych śmiertelników, którą jednak też mieliśmy okazję odwiedzić. Większe pokoje, prywatny basen, złocenia, marmury i jeszcze większy wypas niż w standardowej części statku. A do tego imponujący salon dostępny na wyłączność dla gości tej ekskluzywnej strefy i 24-godzinny serwis lokaja, który jest na każde nasze wezwanie. Apartamenty w tym skrzydle statku są na znacznie większym wypasie – nas zdecydowanie najbardziej ujęła wanna z widokiem na morze. Tak można żyć, zdecydowanie…Podsumowanie
2 dni na pokładzie Norwegiana upłynęły nam bardzo szybko. Na pewno było to dla nas nowe i ekscytujące przeżycie, a liczba atrakcji porażała. Ale czy wytrzymalibyśmy na tym statku długo? Z pewnością kluczowym zagadnieniem tutaj pozostaje pogoda, bo inaczej podróżuje się z perspektywy leżaka na górnym pokładzie a inaczej – gdy jesienna aura sprawia, że na tym leżaku trzeba leżeć, będąc okutanym w szalik i płaszcz. Nie jesteśmy do końca przekonani czy jesteśmy odpowiednią grupą docelową na takie podróże, bo pewnie gdyby rejs trwał choćby o jeden dzień dłużej, to z niepokojem zaczęlibyśmy wypatrywać lądu, ale… wyobrażamy sobie, że jest mnóstwo ludzi, dla których taka forma urlopu jest wymarzona. Takie “all inclusive” w wersji premium – bo kto nie lubi od czasu do czasu słodkiego lenistwa, prawda?

PODOBAŁ CI SIĘ WPIS? POLUB NAS FEJSBUKU, ZAJRZYJ TEŻ NA INSTAGRAM!

Print Friendly, PDF & Email

You Might Also Like

1 Comment

  • Odpowiedz
    Szlakiem Podróży
    Grudzień 4, 2019 at 9:25 am

    Luksus w pełni. Ciekawa opcja w razie napływu gotówki 🙂

  • Leave a Reply