Europa Środkowa i Wschodnia

Czemu Bratysława bije na głowę Pragę i Budapeszt? Idealne miasto na weekend [PRZEWODNIK]

Śmiała teza, prawda? Ale jeśli się nad tym dobrze zastanowić, to jak najbardziej da się obronić.

O tym, jak BARDZO chciałem w końcu, po latach nerwowego oczekiwania odwiedzić Słowację, pisaliśmy choćby tutaj.

Zamek w Bratysławie
Najlepiej zacząć od najbardziej charakterystycznego punktu, czyli zamku. Zamek to klasyka gatunku i to z dwóch powodów:

1. Każdy turysta musi tam wejść

2. Praktycznie każdy turysta stwierdzi, że jest to jeden z tych zamków, które wyglądają lepiej, im dalej od nich się znajdujemy.

Droga na Zamek w BratysławieZ pewnością zamek w Bratysławie ma swoje zalety: jest fajny ogród, ciekawa wystawa dotycząca historii Słowacji, ale już widok z tarasu na UFO i największe blokowisko Europy z pewnością do tych zalet nie należy. Tyle dobrego, że dzięki wycieczce na zamek zobaczyliśmy wzgórze Slavin, na którym znajduje się ogromny cmentarz Armii Czerwonej. I wiecie co? Naprawdę warto tam iść (nawet jeśli jesteś prawiczkową konserwą 😉 ). Najłatwiej dojść Stefanikovą, przy okazji mijając Pałac Prezydencki i potem na szybki 15-minutowy spacerek po górę. Wzgórze Slavin

Miejsce jest naprawdę imponujące, głównie ze względu na wspaniały panoramiczny widok na stolicę Słowacji. A jeśli dalej wam dość, to…

…przejedźcie na prowincję

Zamek w Bratysławie nie zachwyci wszystkich. I właśnie dlatego Słowacy przemyśleli sprawę i kilka kilometrów dalej… postawili drugi. To Devin – położone na odludziu ruiny gigantycznej fortecy wykutej na szczycie wysokiej skały. Zamek jest fantastycznie położony w zakolu Dunaju – w miejscu, gdzie do królowej rzek wpada Morawica. Warto się tam wybrać głównie ze względu na fantastyczne widoki rozciągające się z zamkowych murów. Jest sielsko, anielsko i cicho – w zamkowej zagrodzie pasą się osiołki i owieczki. Miejsce ze względu na odosobnienie wydaje się też idealne na piknik (trudno zweryfikować – gdy my byliśmy, piździło jak w Kieleckiem).

No i najlepsze – jest położone tylko 20 minut drogi autobusem nr 28 i 29. Autobusy wyjeżdżają z pętli pod mostem UFO po stronie Starego Miasta, cena biletu to 0,9 euro. Ale to raczej atrakcja na drugi dzień, bo pierwszego to wiadomo, że pójdziecie na…

…Stare Miasto

Jest dużo prawdy w tym, że Bratysława to jedna z najspokojniejszych miast w Europie, na równi chyba tylko z Lublaną. Widać to też na ich starym mieście, które pięknie wypada na tle jesiennych liści. Starówka jest wymuskana i relatywnie mała – od katedry św. Mateusza do Michalskiej Bramy przejdziecie wolnym krokiem w 10 minut. Ale nawet jeśli powierzchniowo nie jest imponująca, to i tak warto zapuścić się w urocze zaułki. Ot, choćby do jednej z dziesiątek kawiarni.

Starówka w BratysławieW dziedzinie bratysławskich kawiarni są lepsi od nas, my jednak polecimy wam miejsca, które sami przetestowaliśmy na starym mieście: Malewill Cafe na rynku (Fajne, ale niestety, można palić w środku, a dla niepalących jest jedna mała salka. Nie powinno być na odwrót?), Urban Coffee, Mondieu (bardzo fajna, mała knajpka w „starym” stylu) i Moods (to akurat sieciówka, ale też bardzo przyjemna. Szczególnie ta w pobliżu mostu SNP). Do tego nie ma tłumów, a jedyny sztuczny tłok po parówkowe party niedobitków brytyjskich kawalerskich, którzy w niedzielne popołudniowe poranki leczą kaca.

Starówka w BratysławieI zasadniczo mikroskopijność starówki powinna wam odpowiedzieć na pytanie zawarte w tytule. Stolica Słowacji może być lepsza od stolicy Czech i stolicy Węgier, bo łączy urokliwość z prozaicznym faktem, że jest w niej znacznie mniej ciekawych rzeczy do zobaczenia. W związku z tym nie trzeba pędzić z przewodnikiem w zębach w pogoni za kolejnymi atrakcjami, tylko można zwyczajnie porozkoszować się weekendem.

Gdzie jeść?

Polecamy wam jeden adres, to położona na obrzeżach starówki tuż przy placu SNP Bratislavska Restauracja. Przy pierwszym wrażeniu może wam się wydawać, że pomyliliście drzwi i trafiliście do jakiejś olbrzymiej graciarni. Ale warto się przemóc i wejść na piętro, by trafić do prawdziwego raju. Ogromna piętrowa sala, w której kiedyś mieścił się m.in. kościół, a potem kino Praha dziś jest jedną z najfajniejszych knajp w mieście, gdzie zjecie przede wszystkim lokalne specjały. Smaczne i niedrogie – mają tu np. przepyszne haluszki (czyli ichnie kopytka z białym serem), kapustnicę (czyli kwaśnicę – ok. 3,30 euro za talerz), gulasze, masę dań mięsnych. No i oczywiście smażony ser z tatarską omacką i frytami. To danie jest dla mnie kompletnie niezrozumiałe. Bo wiem, że jest ciężkostrawne i po każdym posiedzeniu ciężko mi wstać od stołu, ale kurde, zawsze jak jestem u naszych południowych sąsiadów to po prostu muszę takie coś wszamać. I popić czesko-słowackim znakiem firmowym, czyli Kofolą. I na koniec jeszcze doprawić Borovicką. I na to wszystko zasmażka 😉

Gdzie jeść w Bratysławie?Nie, ale poważnie: miejsce z klimatem, z niezłą kuchnią i dość niedrogie. Za dwudaniowy obiad z napojami za całą naszą trójkę (no dobra, Helka jadła frytki) zapłaciliśmy 25 euraków, więc jak najbardziej do przejścia.

A skoro już wam napisaliśmy gdzie jeść, to może od razu doradzimy…

Gdzie spać?

Tylko od razu mówimy, że pewnie można znaleźć fajniejsze miejscówki, bo my za rezerwowanie zabraliśmy się na kilka dni przed wyjazdem. Ale i tak trafiliśmy całkiem przyzwoicie. Pierwszy nocleg mieliśmy w Botelu Grazia. Tak, to nie literówka – nocowaliśmy w botelu, czyli hotelu na łajbie ulokowanym przy samym Dunaju, jakieś 150 metrów od staromiejskich kamienic i z widokiem na UFO. Przyjemne, choć nieco nadgryzione zębem czasu miejsce z dobrymi śniadaniami (JAJECZNICA Z JAJEK, A NIE Z PROSZKU!!!) i całkiem spoko jak na lokalizację ceną (ok. 200 zł).

W kolejne dni poszliśmy w opcję ekonomiczną i zmieniliśmy naszą lokalizację na Hostel Bratislava by Freddie. Miejscówka znajduje się niedaleko dworca głównego, jakiś kwadrans spacerem od starego miasta. Warunki? Czysto, schludnie, trochę po studencku. Ale tanio – nockę w dwójce można wyhaczyć za 125 zł.

Ok, po tym przydługim wstępie wróćmy do zwiedzania.

UFO, czyli tak samo jak zamek

Jedną z najbardziej spektakularnych atrakcji Bratysławy trochę z premedytacją odpuściliśmy. Chodzi o UFO, czyli słynną restaurację znajdującą się na górnym pylonie mostu SNP. Uznaliśmy bowiem, że:

  • patrząc na zdjęcia nie do końca warto wydawać tych 7 euro z okładem
  • jeść nam się szczególnie nie chce, bo jeszcze byliśmy nażarci tamtym dobrym jadłem z Bratislavskiej (a gdybyśmy tam zjedli, wjazd windą byłby za darmo)
  • to miejsce jest jak zamek. Wygląda lepiej z pewnego oddalenia
  • woleliśmy poeksplorować park Janka Kralla znajdujący się tuż obok UFO.

UFO w BratysławieTo niepozorne miejsce to jeden z najstarszych publicznych parków w Europie. I wrota do dzielnicy Petrzalka. I to nie byle jakiej dzielnicy, bo jak reklamują ją władze miasta, to największe blokowisko w Europie. I właśnie tam warto się wybrać.

Petrzalka, czyli taka fajniejsza Nowa Huta

Na Petrzalkę mieliśmy tylko jakieś 2 godzinki z okładem, więc tylko liznęliśmy temat, ale warto podkreślić świetną robotę miejscowej organizacji turystycznej, która z największej wady tego miejsca (to jednak blokowisko) uczyniła największą zaletę (no właśnie! Blokowisko!). Wiele osób z pewnością teraz zapyta: po jaką cholerę mam zwiedzać miejsce, które wygląda tak jak moje okolice? Jakbym chciał dostać wpierdol za darmo, to pojechałbym na Bałuty.

I słusznie, tyle że Petrzalka to wspaniale zachowana historia, na której przykładzie widać, jak zmieniał się świat. Znajdziecie tu ruiny XIX-wiecznych fabryk, fajne miejsca z początku XX wieku (np. bardzo podobny do Służewca tor wyścigów konnych) no i dużo dobrej, socrealistycznej sztuki. Coś dla siebie znajdą miłośnicy murali (Pokój) jak i starych, klimatycznych barów, gdzie wasaci lokalesi sączą lokalnego pilsnera, grają w karty i toczą rozważania o życiu. Jak bratysławska wieść gminna niesie, najlepszy klimat do kontemplacji (czytaj: od prawie 40 lat niewiele się tam zmieniło) znajdziecie w barze Jupiter (przy ul. Gessajowej) i Meteor (przy ulicy Rovniankowej).

Rzekomo Petrzalka to też najlepsze jedzenie w mieście – jeśli wierzyć lokalnym Maciejom Nowakom, na dzielnicy znajdziecie lepszą kuchnię serbską niż w Belgradzie. Cevapcici, pljeskavica – wszystko w niepozornym lokalu dla niepoznaki nazywającym się Pizzeria Tiffany.

Zamek w Bratysławie
PODOBAŁ CI SIĘ WPIS? POLUB NA FEJSBUKU, PODZIEL SIĘ Z INNYMI!

Zdjęcia do wpisu zostały zrobione dronem Parrot Bebop2

You Might Also Like

No Comments

Leave a Reply